Rozdzial 4: Nieoczekiwany i malo zwrotny zwrot w akcji

I stalo sie oczywistym, ze Rypkowski jest, ze tak skromnie powiem w dupie. Pierwszy informator podal mu zaledwie namiastke gowno wartej informacji ktora i tak już znal. Albo byl za tepy zeby cos z niej wydedukowac, albo nie bylo tam nawet nic do dedukowania. I chociaz inteligencja nie byla najmocniejsza strona tej nocnej maszkary, to na psychopatach, seryjnych mordercach i pornolach znal się calkiem dobrze. Problem jedynie w tym, ze informacje o psychopatach i seryjnych mordercach sa zbedne w prawidlowym funkcjonowaniu organizmu osobnika plci mesiej po dwudziestce oraz troche mniej(chociaz jednak mniej) istotne w tym sledztwie, a na pornolach to i Rypkowski znal sie calkiem nienajgorzej, jesli nie lepiej. Krzysiu szedl wlasnie przez osiedle z nieopalona lupa w dloni, zagladajac jej w dupe i patrzac co jest po drugiej stronie, nabierajac coraz to wiekszej checi, zeby ja jednak opalic. Panie i panowie, nie oszukujmy sie – tak tez uczynil. Shotgun Gaussa rocznik ’79 miał wiele wypasnych funkcji, bajerow i gadzetow, recznie instalowanych przez wlasciciela na przestrzeni wielu lat. Uzyl funkcji kuchenki gazowej, azeby lufe szybko opalic i nie robic sobie przypalu. Na Shotgun Gaussa rocznik ’79 miał zezwolenie, ale urzad miasta Bielsko-Biala przeciagal wydanie licencji na palenie nielegalnych substancji oduzajacych w miejscach publicznych. Chcac nie chcac musial byc wyjety spod prawa. Opalowy klimacik wkrecil go w laczenie faktow i zastanawianie się nad aktualnie prowadzona sprawa. Mozg zresetowal sie i przeszedl z poziomu zwyczajnego na poziom detektywa na przestrzeni zaledwie sekund. Rypkowski przemyslal jeszcze raz wszystkie fakty i przewinal obraz(nie wspominajac juz o dzwieku) zarejestrowany przez jego pamiec.

- Co wiesz o Henku? – spytal opuszczajac maczete.
Zwoltysh nie odpowiedzial od razu. Szarpnal gwaltownie glowa w prawo. Potem w lewo. Potem spojrzal wprost na lufe i wywalil jezor. Ilosc sliny jaka zaczal wydzielac wystarczylaby spokojnie żeby utopic w niej wieloryba czy jakiegos innego drapieznego gada.
- Zwol, nie mam czasu na glupoty, gadaj co wiesz.
- BLEAH! – odparl Zwolysh caly czas tepo wlepiajac wzrok w juz nabita lufe.
- Dobra cepie, zapalimy zaraz jak powiesz mi co wiesz.
Cisza. Otepialy wzrok caly czas skierowany na lufe.
- Zwolak, dziwko, albo powiesz mi co chce wiedziec, ja wyciagne zapalare i przycmimy sobie w spokoju, albo wezme to – Rypkowski uniosl znow maczete – i wsadze ci to tak gleboko w dupe, ze bedziesz se mogl polizac ostrze!
Zero reakcji… No, może poza nerwowym tikiem jego powieki i wzmozeniem wydzielania sliny.
- Dobra, wygrales. – Z tymi slowy na ustach Rypkowski odpalil lufe i sciagnal soczystego pafa.
- YEAH! – zakrzyknal Zwoltysh. Wyrwal mu lufe i sciagnal cala reszte jednym solidnym haustem.
- A teraz gadaj psie co wiesz.
- Sciagnalem wczoraj fajnego pornosa…
- Zamknij dupe! Jak bede chcial twojej ekspertyzy w pornosach to o nia kurwa chyba spytam, nie?!
- Fajna dupa tam grala, niezle miala balony…
- W dupie mam blondynki i cyce, chce wiedziec o Henku ty tepa szczalo!
- … a jak ja gosciu rznal to obijaly jej sie o morde – po tych slowach rozesmial się glupkowato – jakbys zobaczyl jak sobie podbila sutem oko!
- Zwol… nie wytrzymam. Jak chcesz, zebym kiedykolwiek jeszcze cokolwiek ci zmontowal to gadaj. Inaczej tylko marnuje tu moj czas.
- A w ktoryms momencie jak sie jebia to przylazi pies i zaczyna ja zapinac od tylu! Staaary ale mialem polew.
- Dosyc. Ide bo nie moge juz sluchac tego pierdolenia.
Zwoltysh wydal z siebie jedno BLEAH i jedno YEAH, wsadzil reke do kieszeni, wyciagnal zlozony na pol, kwadratowy kawalek papieru z czyms napisanym na odwrocie. Usmiechnal sie glupkowato i juz mial wskoczyc spowrotem w mrok z ktorego tak niespodziewanie i nadzwyczaj cudownie sie wylonil, kiedy jego uwage przykula inskrypcja na kolbie Shotguna Gaussa rocznik ’79 wiszacego na plecach Krzysztofa. Wskazal na nia palcem i znow zasmial sie glupkowato.
- Ckliwy napisik. Do nastepnego – dodal na zakonczenie.
- Tys tam dupcyl – Rypkowski odwrocil się i ruszyl przed siebie. Po ostatnim, najglosniejszym BLEAAH!!! stanal jak wryty – Przypomina mi o…
Nie dokonczyl. Gdy odwrocil glowe Zwoltysha juz nie bylo, a kawalek kartki z jego kieszeni ruchem powiewajaco-nawiatrowym upadl na ziemie zaraz pod jego nogami.
Drugi dzwonek od gory. Nieopisany.
Napisany czarnym dlugopisem i drukowanymi literami tekst o czyms mu przypomnial. Nie mogl jedynie sobie przypomniec co to moglo byc.