piekny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2007

Rozdzial 3: Zajebiscie oczekiwane oczekiwanie

Taaaaak… Kto by wtedy przypuszczal? Bo ktoz mogl przypuszczac, ze zwykly osiedlowy cpun i alkoholik imieniem Krzysztof tak wszystkim zapadnie w pamiec? Powiem wam jedno, ja kurwa napewno nie i zaden z was ciuli tez nie, bo polowa nawet sie nie urodzila kiedy ta historia miala miejsce. Dobra, moze Zenon. No dobra, bo wy psie syny wszedzie razem lazicie, wiec Eustachy chyba tez. No dobra, Olgierd mogl, bo w tych czasach to mi kible czyscil. No, wiec poza mna, Zenonem, Eustachym i Olgierdem zaden z was tepe szczaly o tym nie mogl… ze co kurwa?… a ty gdzie niby wtedy… aha, dobra. No wiec poza nami mogl to widziec jeszcze Staszek i Benek. Czyli ja, Zenon, Eustachy, Olgierd, Staszek i Benek, i nikt wiecej… a ty zamknij ryj pierdolcu, nie widziales!!!(barman siegnal pod lade, wyciagnal strzelbe i wycelowal w jednego z pijaczkow) Zaden z was kurwa nie widzial, zrozumiano?! I nie przerywac bo wam z tylkow takie sita zrobie ze do konca waszych juz wlasciwie niebawem sie konczacych zywotow bedziecie srac wlasnymi plucami i rzygac przez nosy! No wlasnie(atmosfera rozluznila sie gdy strzelba powedrowala spowrotem pod lade). Aha, no i dajcie jeszcze jedno peto… Jak juz nam wszystkim wiadomo, Krzysztof Rypkowski byl niezawodnym prywatnym detektywem funkcjonujacym na terenie naszego cudownego osiedla Beskidzkiego. Byl wysokiego wzrostu, niebrzydkiej mordy z ledwie zauwazalna nutka kaprawosci, szczuplej budowy i nigdy przez nikogo w tej knajpie niewidzianego chuja… zamknij ten kurwa jebany ryj! Nie widziales kurwa!!!(tym razem strzelba spod lady zostala uzyta)… i zeby nikomu wiecej nie przyszlo do tepego lba mi przerywac… I KTO MI KURWA DA W KONCU OGNIA?! Co sie tak gapicie matoly?! No, dzieki Zenek. Gdzie ja to kurwa jego przekleta, zajebana w dupsko lokciem mac skonczylem?

Kwestia Rypkowskiego byla dosc problematyczna. Henryk, wedlug tego co mowily dresy zniknal wczoraj. Paru tepaczkow twierdzilo, ze widzialo pomaranczowego malucha mniej wiecej na 5 minut przed umowionym z Henkiem dealem. Na umowionej lokacji znalezli pare zebow i kilka malych kaluzy krwi. Po mniej wiecej 8 godzinach i 24 minutach doszlo do nich co sie stalo i ruszyli swoje skretyniale dupska do DOWN-a* gdzie sprawe przedstawili z przerazeniem w oczach i szybko zbierajaca sie furia w dupskach. Znaczy w glosach. Po 13 godzinach i 49 minutach w koncu udalo im sie zamknac mordy, na prosbe wielkiego DOWN-a** ktory w pore zauwazyl, ze o porwaniu byly zaledwie ostatnie 2 i pol godziny tej zenujaco tepej wypowiedzi. Pech chcial, ze informacje przekazalo dwoch najwiekszych na osiedlu DOWN-ow*** a cala narada skladala sie z DOWN-ow**** niemniejszych. Zanim informacja trafila do Rypkowskiego miejsce zbroni bylo juz zbyt zimne zeby w ogole tam lezc. Niezawodne sluzby porzadkowe miasta Bielsko-Biala juz napewno posprzataly wszystkie dowody. Pozostala wiec wycieczka po osiedlu w poszukiwaniu kilku informatorow.

Pierwszy na liscie byl Zwoltysh. Krzysiu ostatnio widzial go jakies pol roku temu, gdyz Zwoltysh zszedl na zla droge. Mieszkal w Komorowicach, wiec dziwnym bylo, ze szwedal sie caly czas po Beskidzkim. Problem polegal na tym, ze i Zwoltysha nikt nie widzial juz od bardzo, kurewnie wrecz dlugiego dawna. Trzeba bylo wiec szukac, na liscie ekskluzywnych informatorow byl najlatwiejszy do znalezienia. Krazyly sluchy, ze stal sie niczym cien, mknal od jednej klatki schodowej do drugiej noca, napadajac czasem na slabsze okazy osiedlowych mieszkancow zeby ukrasc im ich ziolo. Niebezpiecznie bylo zapuszczac sie w osiedle Beskidzkie noca bez przynajmniej maczety i Shotguna Gaussa rocznik ’79. Rypkowski wiedzial co robic, slyszal historie o Zwoltyshu. Usiadl w jednej ze slabo oswietlonych klatek schodowych. Wyciagnal giecika i zaczal zbijac nowiutka, czysciutka lufke.
Szmer. Jakby cos za plecami. Serce zaczelo mu bic szybciej. Zwinal woreczek i schowal do kieszeni. Cos oprocz niego tu bylo. Cos… nieludzkiego. Krzysiu lekko usmiechnal sie kacikiem ust, ale pozostal w bezruchu. Polknal przynete.
- BLEAH!!! – rozleglo sie dziwne zawolanie z mroku – BLEAAHAHAAHHH!!!
Nie bylo czasu na odpowiedz. Zreszta, rozmowy na temat polityki bardzo nudzily Rypkowskiego. Szybkim ruchem wyszarpal maczete zza pasa co spowodowalo jego rozciecie i prawie-zlecenie gaci, jednak w ostatniej chwili Rypkowskiemu udalo sie przytrzymac spodnie. Maczete skierowal w strone nadlatujacej z mroku ubranej na czarno postaci o jasnych wlosach.
- BLEAAAH!!! Nie dodawaj tyty!!! BLAAAH!! – zawolala postac
- Tyle ci tam wrzuce tyty ze sie zerzygasz!
- BLEAHAHAHA BLEAAAAEH!!
- ZAMKNIJ DUPE!!!

*Dresow Osiedlowych Wielka Narada
**Dresow Osiedlowych Wodz i Nauczyciel
***Czy naprawde musze to kurwa tlumaczyc?
****Apeluje tu do Twojej watpliwej inteligencji drogi czytelniku jezeli naprawde upadles tak nisko, zeby jednak czytac ten przypis. Tak, jestem wredny i robie sobie wlasnie jaja z CIEBIE! Popisuje sie moja pseudo-inteligencja i pseudo-elokwencja Twoim kosztem. Mozesz mnie pozwac jak chcesz, mam to w dupie. Na wpierdol tez reaguje opornie… No, moglbys mnie wrzucic do kadzi z kwasem, bo dopiero strata owlosienia na ramionach tudziez przypominanie nawet niebrazowego gowna wywarloby na mnie jakiekolwiek wrazenie. Dobra, skoncz juz czytac to gowno bo mi sie niedobrze robi jak o tym mysle. Sram na Ciebie sraka prosta i mam to w dupie, probuje sztucznie zwiekszyc obietosc textu ktory napisalem na szybkosci i w dupie mam Twoja opinie na ten temat. A wiesz dlaczego? Bo gowno masz tu do powiedzenia, drogi czytelniku! Ja tu jestem Bogiem, a jak nie spodoba mi sie twoj komentarz moge go wypierdolic zaledwie skinieniem brwi! MUHUHUHUHAHAHAHAHAHAAAAAAA!!!!!!

Rozdzial 2: Dlugo oczekiwane uzupelnienie

Dawno, dawno temu, w odleglej krainie zwanej osiedle Beskidzkie, znajdujacej sie na calkiem odleglej plaszczyznie astralnej wbrew pozorom zamieszkalej przez istoty inteligentne wydarzyla sie rozpoczeta przeze mnie przed chwila historia, ale skonczmy juz z tym pierdoleniem bo widze, ze napewno jestescie ciekawi co sie dzialo dalej. Wiec zamknac mordy i sluchac, bo nie lubie powtarzac dwa razy. Ma ktos ognia?…dawaj… a peto?…dzieki…na czym to ja stanalem? A, no wlasnie. Krzysztof Rypkowski. Tego wlasnie pamietnego dnia wrylo nam sie w pamiec to nazwisko. Dres dotoczyl sie do naroznego stolika i pograzyl swa paskudna gebe w panujacym tam polmroku. Nie rozmawiali dlugo, jednak widac bylo gwaltownosc prowadzonej rozmowy. Bylo tez slychac padajace pare razy „pojebalo cie?!” czy „zamknij dupe!” ktore pozwolily nam wywnioskowac, ze dzieje sie cos niedobrego.

-Co ty tu kurwa robisz kretynie?
- Szyysiu… alle ussphokuj ssie szyysiuu…
Dres dostal plaska w ryj poprzedzonego bardzo nieprzyjemnym „pojebalo cie?!” co jakby spowodowalo, ze nagle otrzezwial. Spojrzal metnym wzrokiem na Rypkowskiego, sciagnal macha Chesterfielda wysepionego uprzednio od Krzysia i przemowil juz calkiem wyraznie:
- Krzysiu, mamy przejebane…
- Zamknij dupe! Po kiego tu kurwa przylazisz psie jeden? Mam nadzieje, ze to wazne bo nie bede za ciebie nadstawial tu karku. No, mozesz mowic – Krzysztof rzucil ponaglajacym spojrzeniem pelnym wladczosci, obrzydzenia oraz zajebania.
- Nie ma Henka! Porwali! Kurwisyny jedne! – dres zaczal szlochac. Byl to naprawde zalosny widok, ale Rypkowski nie odezwal sie ani slowem. Zadnej zlosliwej uwagi czy gnojacego komentarza. Rozumial go. Sam z trudem powstrzymywal swoje emocje, caly smutek, zaskoczenie, zali i przede wszystkim gniew. Ale nie bylby prawdziwym Rypkowskim gdyby sie nie upewnil.
- PIERDOLISZ?!
Dres juz nie odpowiedzial, pograzyl sie w smutku i zaczal wyc. Wiec to prawda… Porwali osiedlowego dealera.

Rypkowski wiedzial co ma zrobic. Wiedzial czego sie od niego oczekuje. Dresy, jako najczestsza klientela rynku narkotykowego poczuly sie najbardziej dotkniete ta strata. Postanowily wynajac detektywa zeby rozwiazal sprawe Henka dealera. W zwiazku z jego nieobecnoscia dresy beda musialy przejsc na glod narkotykowy, czyli beda sklonne zaplacic calkiem spora sumke. Rypkowski juz wiedzial ze przyjmie ta sprawe, jednak odmowil zeby wyciagnac wiecej hajsu od tych niedorozwojow. Sam cieszyl sie, ze pomyslal i zrobil u Henka spore zakupy kilka dni temu. Na sledztwo powinno wystarczyc. To moze byc najtrudniejsze zadanie w jego dotychczasowej karierze detektywistycznej(spraw na koncie: 2*) ale to jest takze sprawa osobista.

Rypkowski bez zastanowienia zbil lufe. Tak trudnej sprawy nie mozna bylo prowadzic bez cudownej mocy henrykowego ziola. W sumie, jesli ziolo pochodzilo od Henryka, a wlasnie to jego trzeba bylo odnalezc, to zwiazek ten napewno ma jakies znaczenie i rzuci troche swiatla na te zagadke. Tak przynajmniej wydawalo sie Krzysiowi, gdyz nie umial wymyslic innej wymowki do palenia. Tak czy siak pomoze mu to. Napewno.

Po spaleniu lufy Rypkowski ruszyl do swojej zbrojowni. W piwnicy jego bloku panowala calkowita ciemnosc. Krzysiu jednak nie zapalil swiatla, znajac na pamiec droge wsrod labiryntu korytarzykow tych katakumb. Zatrzymal sie i wymacal w scianie wneke. Przycisnal reke. Czytnik linii papilarnych przeswietlil ja. Przed nim wysunely sie dziwne gogle. Przylozyl don oczy umozliwiajac urzadzeniu przeswietlenie siatkowki. Urzadzenie wydalo z siebie kilka pikniec po czym na wysokosci krocza wysunela sie rura. Krzysiu rozpial rozporek, zrobil swa mine numer 34(mine mowiaca „nienawidze tej czesci”) i wsunal pindola w rure. Urzadzenie zacisnelo sie na praciu po czym odessalo probke moczu i spermy do przeswietlenia. Zapalilo sie zielone swiatelko, a Rypkowski z bardzo wyczerpana mina pchnal drzwi do przodu. Wlaczyla sie jarzeniowka i pomieszczenie wypelnila swiatlosc. Miniguny, karabiny maszynowe, shotguny, pistolety i inne smiercionosne gowna – to wlasnie wisialo na wszystkich scianach pomieszczenia. Nad wejsciem widnial bardzo filozoficzny napis stanowiacy motto detektywa: „Mysli po zakurwieniu sie sa tak glebokie jak wiadro z ktorego sie zakurwiles”. Rypkowski zawsze zatrzymywal sie i kontemplowal ten napis. Siegnal reka po wiszacy na scianie Shotgun Gaussa rocznik ’79 z zupelnie niewidoczna w tym momencie historii inskrypcja na kolbie. Druga reka chwycil za maczete lezaca na stole. Wiadro, ktore bedzie musial sciagnac do rozwiklania tej sprawy bedzie musialo byc nawet glebsze niz odbyt wyjebany przez stado jucznych bambusow.

*Sprawa Osiedlowego Nekrofila oraz Zagadka Dziwnej Sraki Spod Alberta


  • RSS