Przed przeczytaniem polecam obejzec 300 Spartan(i zamieszkac w Bielsku :D)

Dawno, dawno temu, w Bielsku, w czasach gdy honor, żulerstwo i picie w miejscu publicznym niektorzy ludzie stawiali sobie za najwyzszy cel, nizej opowiedziana historia miala miejsce.
Marek, okrzykniety krolem żuli juz w mlodosci, kiedy to zapierdolil straznika miejskiego tulipanem w waskiej uliczce(ani myslal uciekac i zostawiac niedopitego browara) sprzeciwil sie woli boga-komendanta. Otoz, na miescie szykowala sie niezla oblawa. Masywna armia psow miala zrobic przetrzep na Bielsku takiego kalibru, jakiego nikt wczesniej nigdy nie widzial. Krol zgromadzil wiec armie. 3 najlepszych żuli w calym bielsku mialo stawic czola 500 gliniarzom i nie dopuscic do ich dostania sie do centrum. Od mlodosci wszyscy wedlug bielskiej tradycji byli szkoleni w piciu w miejscach publicznych. Najwieksza chwala dla nich bylaby smierc, broniac swoich idealow i centrum w walce z policja i jej poplecznikami.
Ktoregos razu, wybral sie ze swa armia 2 żuli na browara za sadem. Piwo wchodzilo dobrze, a wiosenne slonce dawalo żulom mile ciepelko. W pewnym momencie, trzech żuli zaskoczylo 3 reprezentantow prawa.
- Oooo, widze mamy tu picie w miejscu publicznym… Wiecie, ze szykuje sie wielka oblawa? Taak, panowie, zacznie sie wlasnie tu, za sadem. To bedzie 100zl na lebka. Bedziemy musieli wypisac mandat.
- Mandat?! – oburzyl sie Marek – THIS IS ZA SADEEM!!!
Policjant ktory wypowiedzial te slowa dostal solidnego kopa w klate i szybko wyladowal na dnie klifu na ktorym ‚za sadem’ bylo usadowione. W tym samym momencie(kamera przechodzi w zwolnione tempo) Piekny i Bula rozjebali dopite juz browary o sciane i tulipanami poszlachtowali dwoch pozostalych strozow prawa, takze wrzucajac ich jeszcze zywych w przepasc. (Kamera leci za jednym palkarzem, przez kurewnie dlugi okres czasu, w koncu lapiac moment w ktorym palkarz roztrzaskuje sie o dno, gniotac swoim zdechnietym cialem kilka butelek, ktore dodatkowo masakruja jego bezwladne zwloki)
- Panowie! – wykrzyknal krol żuli – Lepiej zapalcie sobie sniadaniowe petko wczesniej, because tonight WE SMOKE IN HELL!!!
Odpowiedziano mu glosnym „HUURA!!!” po czym żule zaczely sie przygotowywac do odpierania przewazajacej ich liczebnie armii i niedopuszczeniem do ich przedostania sie w strone centrum(czyli EPIcentrum żulerstwa).
Przygotowania do obrony trwaly dlugo. Trzech zaczelo budowac mur blokujacy tylne wejscie do ‚za sadem’.
- Panie, ktos nas sledzi – rzekl Bula.
- Wiem. Szedl za nami od Pigala. – odparl krol, spojrzawszy w strone odleglej sylwetki w typowo żulerskich ubraniach.
W tym samym momencie ‚za sad’ weszlo kolejnych trzech gliniarzy.
- Panowie, co tu sie wyprawia?! W imieniu boga-komendanta policji bielskiej rozkazuje wam zaprzestac budowy tego zalosnego muru. Sadzicie ze to powstrzyma nasza olbrzymia… – przerwal strwozony. Wlasnie zauwazyl, ze mur zostal zbudowany z pustakow przekladanych kawalkami policjantow.
- Ten mur zbudowali nasi przodkowie, setki dni temu – odparl Piekny – Jest zajebiscie mocny, a bedzie i lepszy jesli dalej wasi koledzy beda nam dostarczac zaprawy.
- Nasze armatki wodne maja taka moc, ze woda z nich wystrzelona zakryje slonce!
- No to bedziemy walczyc w deszczu – odparl Piekny.
Strach malowal sie w oczach pana wladzy. Piekny usmiechnal sie kurewsko wrednym usmieszkiem. [Tu kamera znowu wchodzi w zwolnione tempo, widac jak gliniarz siega po bron, a Piekny z tulipanem leci w jego strone. Wyskakuje na 40 metrow w gore i bierze zamach. Gliniarz w tym czasie wyciaga pukawke i celuje w niego, jednak zanim jego mozg w ogole wykombinowal, ze trzeba pociagnac za spust i przeslal droga nerwowa te informacje do jego palca, doszedl do wniosku, ze informacja ta zatrzymala sie kolo przedramienia, a palec(wraz z reszta dloni i pistoletem) wyladowal na ziemi kilka metrow obok niego]. Po krotkiej rozmowie namawiajacej palkarzy do wyslania swych najlepszych oddzialow, bezreki glina i jego patrol znikneli za rogiem by poinformowac o zajsciu komendanta. Zza rogu wtem wyszla zdeformowana postac w żulerskim ubraniu.
- Zmiataj stad pokrako! – rzucil mu Bula grozac tulipanem – Albo posmakuj mojego szkla!
- Zostaw – ucial mu Marek – idz budowac mur, ja sie tym zajme. Skad masz żulerski uniform przybyszu?
- Jestem Mury, syn Muroslawa i Kury. Moi rodzice opuscili centrum gdy sie urodzilem, by ocalic mnie od niehybnej smierci jako zdeformowanego zjeba. Ciuch mam po starym, tulipana sam zrobilem. Chce walczyc po waszej stronie z psami – wyprowadzil szybkie pchniecie swoim tulipanem.
- Dobre pchniecie Mury, synu Kury. Trzymaj ta flaszke druga reka. A teraz sie z niej napij.
Mury sprobowal przylozyc druga reke do ust, jednak jego zdeformowana konczyna nie dosiegala do rownie zdeformowanego ryja.
- Walczymy jako druzyna. Kazdy żul musi na toast zalyczyc winiaka albo browara w czasie walki aby chronic swoich kolegow nalezycie. Jak sam widzisz, nie nadajesz sie do picia. Bardziej sie przydasz zbierajac trupy z pola walki i dobijajac ranne psy.
Z ust Murego wydobyl sie mrozacy krew w zylach krzyk zjebanego potepienca. Odszedl bez slowa. Znaczy poklal sobie troche pod nosem na żuli i Marka, a potem poszedl sie rozplakac gdzies w samotnosci i uzalac nad soba zjezdzajac na recznym z bolu.
My tymczasem szykowalismy sie mentalnie do walki.
- Podaj jeszcze browara Piekny! – wykrzyknal Bula – I daj mi ognia, bo lufa zgasla!
- Spoko, masz. Czego chcial ten zjeb Mury?
- Pierdolic go, pewnie jak zwykle chcial sepic nas z fajek i browarow i i tak chuja by zrobil w naszej szczytnej sprawie. Daj lufe Pieknemu, a potem do mnie.
I tak oto żule w pelni skupienia przygotowywali sie na natarcie psow. Wkrotce nadeszlo 50 palkarzy, mlodzikow odrabiajacych sluzbe wojskowa. Żule stanely w szyku bojowym, tulipan w jednej rece, flaszka w drugiej.
Gliniarze rzucili sie na nich bezladnie. Uzbrojeni byli w palki i przezroczyste policyjne tarcze. Nie wiedzieli natomiast, ze maja do czynienia z profesjonalnymi żulami.
- Za Bielsko!!! – Marek wzniosl toast. Żule popili rownoczesnie.
Gliniarze podbiegli juz do żuli ze swoimi tarczami i zaczela sie przepychanka. Masa napierajacych psow jednak nie potrafila nawet o metr ruszyc żulerskiej formacji.
- PCHAAC!!!
Kazdy z żuli pchnal z bara. Gliniarze cofneli sie kilka metrow. Jeden z nich uderzyl palka Bule w glowe z calej sily. Tylko go tym zdenerwowal. Bula wyprowadzil serie celnych pchniec prosto w jego paskudny, psi ryj. Po dwoch sekundach naparzania okazalo sie, ze z glowy policjanta zostal jedynie krwawy kikut na koncu szyi. Żule zaczely dzgac na prawo i lewo tulipanami popijajac ze swych flaszek na komende krola.
- Panowie! Czy oni nie wydaja wam sie spragnieni?!
- Wydaja – odparl Bula.
- No to dajmy im sie napic!
Jak na komende żule idac po trupach popychali caly czas oddzial policji w strone klifu, na dnie ktorego znajdowala sie calkiem spora kaluza. Chwile pozniej nie bylo juz ani jednego przy zyciu.
- Co za cipy! – wykrzyknal krol – nie udalo im sie nawet skrzywdzic zadnego z nas!
Wtem niebo pociemnialo, a żule spojrzeli na zgromadzona w oddali armie Policji i Strazy Miejskiej. Z poczatku nie wiadomo bylo co sie dzieje, jednak po chwili zorientowali sie, ze z 10 suk stojacych w oddali wystrzelily armatki wodne.
- Pierdolone tchorze! – wykrzyknal Marek w strone gliniarzy – Nie podejda tu nawet zeby walczyc z nami z bliska!
- Spoko, zajebalem parasol z ogrodka w Galerii – powiedzial Piekny, po czym siegnal na ziemie po gigantyczny parasol Żywca. Rozwinal go akurat na chwile zanim woda pierdolnela w jego powierzchnie z calym impetem. Bula zaczal lac ze smiechu.
- Z czego rzysz? – spytal Piekny.
- Miales racje z tym walczeniem w deszczu!
Cala armia rozesmiala sie w tym momencie.

W sumie to tyle na dzis, pobawilbym sie jeszcze z tym troche ale musze jutro wstac, no i zjechac na recznym by wypadalo ze 40 razy przed spaniem, wiec powiem tylko tyle… IDZCIE NA 300!!!! :D

***

Z dawna oczekiwany moment, zakonczenie historii 3 meznych żuli broniacych wolnosci, swego ukochanego centrum i oczywiscie mozliwosci dalszego picia w miejscach publicznych. Szczerze przyznam, ze brakowalo mi naprawde niewiele textu z tego co zaraz tu zobaczycie, gdyz wiekszosc mialem caly czas w notatniku juz mniej wiecej od tygodnia po zamieszczeniu poprzedniej czesci ;] Fanow jakos specjalnie nie mam zbyt wielu, wiec krotka wiadomosc na gadu mam nadzieje styknie, azeby notke ta ujzaly oczy inne niz moje :D

***

Pierwsze natarcie nawet nie zmeczylo żuli. Jak tylko armatki wodne wyproznily swoje zapasy wody rozpoczela sie prawdziwa jatka. Dziesiatki gliniarzy na motorach ruszylo na trzech.
- Klin! – wykrzyknal Marek.
Żule szybko ustawily sie w zadanej formacji. Krol odwrocil sie do swej armii.
- Dzisiaj zaden żul nie zaplaci mandatu!
I tak stalismy, uzbrojeni dodatkowo w przezroczyste policyjne tarcze i nasze lekko juz wyszczerbione po pierwszym natarciu psow tulipany. [gdy tym razem kamera wchodzi w zwolnione tempo widac jak pierwszy palkarz na motorze bierze zamach na Bule, wydaje sie, ze rozbije szyk, jednak ten wychyla tulipana do przodu nabijajac twarz palkarza na swe szklo. Tulipan przechodzi na wylot razem z piescia, lokciem i przedramieniem, po czym jego usuniecie rozbryzguje obrzydliwa ciemna maz stanowiaca krew policjantow wszedzie naokolo.] Robilismy to po co sie wyszkolilismy. [kolejny slo-motion, tym razem palka psa siega juz prawie twarzy Pieknego, ale ten szybko przebija mu tulipanem opone sprawiajac, ze glina laduje 500 metrow za nim obdarty od upadku ze skory, rak, nog oraz jelit, ktore to zgubil po drodze kiedy usilowal posrac sie z bolu, a jego motor rozpierdala sie o sciane, pochlaniajac wybuchem kilku nadjezdzajacych psow.] Robilismy to po co sie wychowalismy.[w kolejnym zwolnionym tempie Marek przebija na wylot twarz kolejnego nacierajacego na motorze psa nabijajac przy okazji ryj nastepnego i zrecznym pchnieciem kciuka pozbawia obu jader.]Robilismy to po co sie dzis napierdolilismy.

***

Dobijanie rannych trwalo kolejnych kilka godzin. Żule, majac awersje do pracy fizycznej po prostu zostawili ich rozjebanych po calej okolicy, a tych „szczesciarzy” ktorych dobijac sie im nie chcialo zostawili tam gdzie lezeli zeby wpieprzyly ich drapiezne golebie.
- Panie, kilku naszych żulerskich kamratow blaga o mozliwosc walki z palkarzami. – rzekl Bula.
- To im powiedz, ze mam dla nich odpowiednie zadanie. Chce Habdiego, Damiana i Bulla. Powiedz, ze maja byc chetni, nietrzezwi i gotowi zeby pocalowac mnie w moje spocone dupsko z nalezytym krolowi respektem. Jak to zrobia to moze im cos wymysle – krol usmiechnal sie perfidnie. Wiedzial, ze nie zrobia.
- Panie! – rozleglo sie wolanie Pieknego – Oddzial psow! Za maly, zeby zaatakowac. W sumie to jest tak maly, ze chuja by komukolwiek zrobil.
- Pewnie chca negocjowac warunki naszego poddania sie. Pojde z nimi pogadac.
- Ale…
- Spoko stary żulu, sa za tepi zeby mnie zabic.
Marek poszedl w strone gliniarzy. Okazalo sie, ze jest to jeden polonezik na dachu ktorego siedzial samozwanczy bog-komendant policji bielskiej. Z przednich siedzen wysiadlo dwoch psow, uklekneli naprzeciwko siebie a z dachu po masce i ich plecach na ziemie zszedl dosc duzy gosciu.
- Chodz Marku, ponegocjujmy – powiedzial glebokim basem.
- Negocjujmy co? Dla mnie sytuacja wyglada dosc jasno.
- Warunki waszego poddania sie. Przymruze oko na wielokrotne morderstwo ktorego kazdy z was sie dopuscil i moge przyjac was jako moja prywatna grupe do zadan specjalnych. Jedyne co musisz zrobic, odwazny krolu to przyjac mandat na 50zl. Pomysl o swoich ludziach Marku. Przez twoja glupote mozecie wszyscy dostac dozywocie, dzieki jedynie skinieniu mojego palca.
- Pierdol sie dziadu.
Z tymi slowy na ustach Marek odwrocil sie i poszedl w strone za sadem. Bog-komendant troche na niego powrzeszczal, zagrozil jakimis pierdolami, ale Marek mial to wszystko w najglebszej czelusci swego odbytu(dla niedomyslnych, downow i debili „W DUPIE”).

***

Po dlugich zmaganiach, walce z jakimis nijami w dziwnych maskach i po pokonaniu wielu, wielu zmutowanych psow(smierc kazdego zostala drogo okupiona, ilosc żuli bowiem spadla do zaledwie 3 :O) oraz kilku totalnie niepotrzebnych scenach milosnych, watkach polityczno-rasistowskich, wyciskajacych lzy scenach a la Gladiator(zapewniam, w tym filmie bylo wiecej niz wam sie moze wydawac :D) w koncu doszlo do sceny koncowej, ktorej nie opisze tutaj, gdyz… mi sie nie chce! :P taak, wiem, bardzo to wredny zarcik z mojej strony, ale co poradze, wredota jetem wcielona :D Jesli dzisiaj tego nie poprawie i nie dopisze, to pewnie nastapi to za miesiac :D