Oto i moje krociutkie opowiadanko o jebanej Hiszpanii. Doszukujcie sie w nim pierdolonych paraleli, alegorii, parabol, symboliki itp to kurwa daleko zajdziecie(serio :P) A wiec, bez dalszych zbednych shitow oto i co wypocilem :P sa polskie znaki, bo wiaze z tym jakies moje glupie nadzieje :D take it, hold it, read it, love it:

- Polej jeszcze! – rozległo się wołanie z drugiego końca stołu. Chociaż może słowo stolik bardziej by się tu nadało, gdyż mebel miał około metra średnicy – Lej, ino szczodrze, dobre toto!
- Sam se kurwa polej ciulu – usłyszał w ripoście z drugiego krańca stolika – co ja służący?! I zabieraj tłuste dupsko z moich fajek trupojebie!
W całej kuchni rozległ się gromki rechot. Posiadacz pierwszego głosu sposępniał i podniósł swe całkiem sporych gabarytów siedzenie ze zmiażdżonej paczki Lucky Strike’ów. Uchwycił ją tłuściutkimi palcami podobnymi do osławionych w Hiszpanii Top Dogów** i cisnął w stronę posiadacza głosu drugiego.
- Trupojebie, ha! Dobre! – dorzucił trzeci głos przekrzykując pijacki śmiech kumpli.
- Spokojnie Krzysiu, oddychaj – dodał czwarty, zapijaczony głos, którego właściciel zaczął klepać ledwo utrzymującego się w pionie właściciela głosu trzeciego, któregoż imię brzmiało Krzysiu – Dobra, to ja mu naleję jak z Luja taki kutas złamany.
Jako powiedział tak i uczynił. Pochwycił flaszkę szybkim, ledwie zauważalnym dla mocno już wstawionej ekipy ruchem, żwawym pchnięciem kciuka zrzucił nakrętkę z gwinta i z gracją godną przysłowiowego słonia w składzie porcelany wychylił wspomnianą flaszkę nad kieliszek po drugiej stronie stolika. Rozlana wódka, nie wspominając już o przewróconych wskutek jej polewania szklankach i kieliszkach, pokrywała już niemalże całą powierzchnię mebla.
- Staszeeek… a ty wiesz, że to trza będzie posprzątać?
- Ty mi dupy nie zawracaj takimi pierdołami, Kazik – powiedział mocno akcentując każde r grubasek siedzący obok Krzysia – nunc est bibendum! A sprzątać, to kurwa, rano!

W pokoju panował nastrojowy półmrok. Mętne światło wpadało do środka przez na wpół opuszczoną roletę. W powietrzu unosił się zapach przesiąkniętych alkoholem i potem ubrań i dym papierosowy. Na łóżku leżała dziewczyna, przykryta do pasa brązowym kocem. Leżała na boku, twarzą do ściany, a plecami do dość chudego reprezentanta płci przeciwnej. Owe przesiąknięte potem i zapachem gorzały ubrania leżały na podłodze, bezładnie rozrzucone wokół łóżka, prawdopodobnie wskutek zdejmowania ich w niemałym pośpiechu, celem doprowadzenia do bardziej dogłębnego poznania tych dwojga. Dziewczyna poruszyła się i wymamrotała coś przez sen. Chudzielec zgasił papierosa na zakrętce od słoika, którą położył na podłodze między czarną skarpetką, przewróconym butem a białym stanikiem. Chwilę jeszcze wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w sufit, po czym przewrócił się na bok i przytulił do dziewczyny. Ta wymamrotała coś co brzmiało jak: „jeeszcze?” On wymamrotał coś, co brzmiało jak: „no…” i pocałował ją w szyję.
- Luju… – powiedziała głośniej.
- No?
- Luju!
- No co?
- Luju, kurwa! – jej głos nabrał bardziej męskiej barwy.
- No czego chcesz kobieto?!
- Wstawaj – odparła, po czym odwróciła się w jego stronę. Nie przypominał sobie, żeby wcześniej miała takie obfite bokobrody. Nie przypominał sobie też, żeby miała tak gęste brwi i orli nos.
- Kurwa.

- Ja ci dam „kobieto”! – usłyszał głos nad uchem – Wstawaj żesz kurwa Luju, już prawie piąta!
Ból był nie do zniesienia. Zarówno ból fizyczny, jak i psychiczny. Ból fizyczny zogniskowany był w środku czaszki Luja. Psychiczny wiązał się z wybudzeniem go z tak cudownego snu w tak brutalny sposób i to w najlepszym momencie. Oraz ze świadomością, że trzeba posprzątać.
Powoli otworzył oczy, wsparł się na łokciu i spojrzał na swój pokój. Wszystko wyglądało dokładnie tak jak we śnie, pomijając piękną dziewczynę oraz jej część garderoby na podłodze. Gdy zsunął rękę niżej, by podrapać się w krocze, całą jego uwagę przykuła jeszcze jedna pamiątka po cudownym śnie. Staszek roześmiał się głośno, jednak szybko śmiech przerwał kaszel i przerywane nim przekleństwa. Parę chwil później uspokoił kaszel na tyle, by móc się odezwać.
– Luj, ty luju! – Staszek roześmiał się na nowo – Czy on ci kiedyś w ogóle mięknie? Wstawaj cwelu, trza sprzątać, bo do tego burdelu to bym nikogo nie wpuścił!
- Mam to w dupie.

W przestronnym pokoju panował półmrok. Przez zasunięte zasłony przebijały promienie popołudniowego słońca. Postać siedząca w fotelu zapaliła zapałkę i przyłożyła ją do cybucha fajki. Płomień na chwilę rozjaśnił skryte w cieniu oblicze mężczyzny, jednak nie na tyle, by jego twarz nabrała w oczach zgromadzonych w pokoju wyraźniejszych kształtów. Mężczyzna położył zapałki na biurku po czym wypuścił fajkowy dym z ust. Zapachniało wanilią. Dość szczupły mężczyzna siedzący na krześle naprzeciwko głośno przełknął ślinę. Dwóch ochroniarzy stojących po bokach fotela nawet nie drgnęło.
- Wydymał mnie pan.
- Ja…
- Nie toleruję niesubordynacji – ucięła mu postać z cienia – nie ma tu miejsca dla pana.
- Ale… – postać przerwała mu ruchem ręki.
Przerażenie malowało się na twarzy szczupłego mężczyzny, który raz jeszcze spróbował się wytłumaczyć. Raz jeszcze przerwano mu gwałtownym machnięciem ręki. Postać w fotelu wypuściła kolejną chmurę dymu, po czym gwałtownie wstała, wyciągając coś spod biurka i pochyliła głowę w jego stronę, wyłaniając z dymu twarz. Mężczyzna zauważył, że posiadacz twarzy był dużo młodszy niż mu się wydawało. Miał krótkie, jasne włosy i przenikliwe spojrzenie. Twarz była dokładnie, pedantycznie wręcz ogolona. Nie miał za dużo czasu, by dokładniej się jej przyjrzeć z powodu sporej dawki arsenu wdzierającej się właśnie w jego własną twarz, pokonującej odległość do jego potylicy by rozbryzgać jego mózg na znajdującej się zaraz za nim ścianie. W pokoju zapachniało prochem, a stojący za biurkiem młodzieniec stał bez ruchu wspierając dymiącego obrzyna na lewym przedramieniu.
- Posprzątać mi to – powiedział w końcu.
- Dobrze Krzysiu – odpowiedział jeden z ochroniarzy – Się robi.
- Czy ja ci pozwoliłem tak się do mnie odzywać?
Ochroniarz położył dłoń na ramieniu swojego szefa i potrząsnął mocno. Nazwany Krzysiem upuścił obrzyna na biurko, sięgnął ręką pod marynarkę. Szybkim ruchem wyszarpał z kabury pod pachą srebrzysty pistolet, odwrócił się i strzelił mu między oczy. Uścisk na ramieniu nie rozluźnił się. Ochroniarz przez chwilę stał w bezruchu, wpatrując się w swojego szefa, po czym wyciągnął drugą rękę, chwycił jego drugie ramię i mocno nim potrząsnął. Zszokowany Krzysiu rozwarł szeroko oczy. Nie przypominał sobie, żeby jego ochroniarz miał takie obfite bokobrody. Nie wspominając o gęstych brwiach i orlim nosie.
- Kurwa.

- Krzysiu, no weź, nie rób jaj, pora wstawać!
- Staszek… – odparł Krzysiu – zabieraj te tłuste łapska zanim ci je wyrwę i nimi zatłukę…
Staszek usłuchał. Zabrał ręce z ramion leżącego w łóżku Krzysia i odsunął się kawałek. Krzysiu rozejrzał się po pokoju zaspanym wzrokiem. Czuł, jakby jego głowa była uwięziona w imadle, które cały czas się zaciska. Zlustrował pokój wzrokiem po raz kolejny. Zauważył, że niczym się nie różnił od tego we śnie, poza tym, że panował tu niezły bałagan, a na białej ścianie, w miejscu gdzie powinien znajdować się rozbryźnięty mózg znajdowało się rozbryźnięte spaghetti a na podłodze, pomijając puszki i butelki po piwie leżał rozwalony talerz.
- Która jest? – Krzysiu odchrząknął i spojrzał na Staszka. Ten spojrzał na zegarek.
- Szesnasta pięćdziesiąt dwie.
- A o której przychodzą?
- O siódmej.
- Kurwa, to trzeba ten burdel jakoś uprzątnąć. Gdzie Kazik i Luj? Wstali już?
- Luja właśnie budziłem, ale nie wiem czy wstanie przez najbliższą godzinę, kutas jeden.
- Pierdol się zjebie! – rozległo się wołanie zza otwartych drzwi – Prysznic jest mój! No i możnaby jakieś śniadanko pierdolnąć zanim sprzątać zaczniemy. Reflektujesz któryś na zapiekanki za… pół godziny?
- Czy ciebie nie pojebało? – odkrzyknął Krzysiu – Za dwie godziny mamy gości, a tego burdelu na pewno nie zdążymy posprzątać jak se jeszcze zapiekaneczki jebane będziesz robił!
- W dupie to mam. Głodny jestem i nie sprzątam dopóki się nie umyję i nie zjem. A ty zamiast pierdolić byś wstał i poszedł obudzić Kazika!
- Boże, Luj jak cię… – przerwał mu trzask drzwi do łazienki – Zapierdolę kiedyś tego kutasa!
- Spoko, ogarnij tu trochę a ja pójdę zobaczyć czy Kazik wstał. Chociaż te wasze wrzaski raczej na pewno go obudziły.

W korytarzu panował półmrok, chociaż nie było widać żadnego wyraźnego źródła światła. Śmierdziało rzygowinami. Korytarzem biegł, dość dobrze zbudowany jegomość, ubrany jedynie w szare majtki. Włosy miał jasne, a jego fryzura przypominała swoją konstrukcją początki świata według greckiej mitologii, tj. jeden, wielki chaos. Widać było iż nie marnotrawił pieniędzy, ni czasu na wizyty u fryzjera. W jego niebieskich oczach malował się strach. Zatrzymał się na chwilę by złapać oddech. Sapnął głośno. Za plecami usłyszał okropny ryk. Nie odwracając się nawet rzucił się do dalszej ucieczki. Słyszał jak coś, co go goniło zaczęło wołać za nim.
- Zzarazzz… cię… ro… zzzzjebie! – zasyczało coś za nim – Mój! Mój!
Od tego głosu ciarki przechodziły mu po plecach, więc wolał nie wiedzieć, jak wygląda to coś, które właśnie go ściga. Usłyszał mrożący krew w żyłach śmiech.
- Śśśśniadanko! – usłyszał nieprzyjemny syk – Zzzrobię… zzzz twoich… nerek… zzzzapiekanki!
Przyspieszył. Korytarz zaczął wydłużać się w jego oczach. Skręcił więc w pierwsze drzwi po prawej. Serce podchodziło mu do gardła. Zamknął drzwi za sobą i oparł się o nie plecami. Pomieszczenie było bardzo małe, oprócz tych przez które doń wbiegł znajdowały się tam trzy drzwi. Szybko zdał sobie sprawę, że opieranie się o nie nic nie da, gdyż otwierają się do zewnątrz. Spanikowany spojrzał w prawo, potem w lewo. W końcu postanowił że schowa się za drzwiami naprzeciwko. W jeszcze ciaśniejszym pomieszczeniu było całkowicie ciemno. Usiadł więc na zimnej podłodze i zaczął szeptać do siebie.
- To się nie dzieje… tego tu nie ma… to tylko zły sen…
- Zzzapiekaneczki! Głodny! Zzzzjem… Zzzzjem… Kazzika!
Usłyszał jak otwierają się ze zgrzytem jedne z drzwi. Usłyszał jakiś niezrozumiały bełkot zza ściany. Coś powoli przekroczyło próg i weszło do jednego z pomieszczeń obok. Drzwi trzasnęły. Odczekał parę minut w ciszy, po czym odetchnął z ulgą.
- Gdzzie on możżże być? – usłyszał nagle za drzwiami, które w momencie otworzyły się wpuszczając do pomieszczenia trochę światła – Kaziiik!
Kazik spojrzał w górę. Nie przypuszczał, że coś co napędziło mu tyle stracha może tak nieszkodliwie wyglądać. Nie przypuszczał, że może mieć tak obfite bokobrody, gęste brwi i orli nos. Mimo to krzyknął z przerażenia.
- Kurwaaaaa!

- Kazik, czego drzesz mordę?! Uspokój się człowieku!
Kazik przestał krzyczeć. Światło raziło jego przekrwione oczy. Zdał sobie sprawę, że jest cały spocony i siedzi skulony opierając się o ścianę. Zdał sobie również po chwili sprawę, że siedzi w mniejszej toalecie mieszkania, które dzieli z trzema kumplami z Polski. Oraz, że opiera się lewym łokciem o pokryty wymiocinami dekiel muszli klozetowej.
- Ja pierdolę Staszek, ale miałem koszmar…
- No raczej, ty nie rób takich jaj człowieku, myślałem, że po rzyganiu poszedłeś spać do siebie.
- Rzygałem? – uniósł brwi w zdumieniu.
Staszek bez słowa wskazał zanieczyszczoną zawartością żołądka Kazika muszlę. Kazik pomyślał chwilę, przeanalizował całą sytuację po czym wstał, umył łokieć w umywalce i spojrzał w lustro. A było na co popatrzeć. Wyglądał jak zombie, był cały blady, a włosy miał pogrążone w artystycznym nieładzie.
- No dobra, może rzygałem. Która godzina?
- Szesnasta pięćdziesiąt siedem.
- Cholera jasna… A za dwie godziny przychodzą ludzie? – Staszek pokiwał głową. Obaj usłyszeli jak drzwi do łazienki obok się otwierają. Nad ramieniem Staszka wyrosła nagle głowa Luja. Tez nie wyglądał zbyt świeżo, ale na widok Kazika zaczął się śmiać śmiechem godnym psychopaty bądź szaleńca.
- I czego kurwa lejesz Luju?
- Z ciebie, wyglądasz jak jakiś undead. I widzę, żeś nieźle zpjukał nasz kibelek, panie Nigdy-W-Życiu-Nie-Rzygałem-Po-Alkoholu!
- Zejdź mi z oczu bo ci wpierdolę…
- Yyjasne – Luj rzucił jeszcze jednym złośliwym uśmiechem, po czym ponownie wszedł do łazienki i zamknął drzwi.
- Kiedyś tego ciula zajebię. Nie mów mi, że on prysznic będzie teraz brał!
- Będzie – odparł Staszek – Więc może lepiej powoli zacząć sprzątać, bo Luj, kutas jeszcze sobie zapiekaneczki będzie robił jak wyjdzie.
Kazik westchnął ciężko. Naprawdę ciężko.