I tak oto wrocilem w znienawidzone przeze mnie miejsce, do pierdolonej w dupe rznietej Hiszpanii do zasranego, gorskiego i dosc gownianego miasteczka León.
Swieta i Sylwester byly calkiem przyzwoite, nie bylbym soba jakbym sie nie pochwalil, ze dostalem zajebisty telefonik, po ktorym tu mi naprawde chuj, gdyz ma simlocka i nie moge mu zapodac zajebanej karty z ameny ktorej to uzywam do wewnatrzhiszpanskiej komunikacji. Za to ma aparacik, ktory z pewnoscia sie przyda, a po nocach wykorzystuje bezmyslnie baterie grajac na nim w tenisa(na telefonie, kurwa, nie na aparacie).
Sam Sylwester jest chyba jedna z nielicznych rzeczy ktore warto by opisac jeszcze sprzed powrotu. Byl jeszcze spedalony wypad do Poza, z ktorego mamy zdjatka, ale to wolalbym pozostawic do opowiadania na zywo, gdyz na blogu nie mozna oddac wszystkich emocji z tym zwiazanych :D
A wspomniany juz Sylwester nawet trza przyznac, jak najbardziej wypalil. Pomijajac fakt, ze mialo przyjsc od Bulkowskiego jeszcze z 10 osob, ktore przyszly na umowione miejsce spotkania i czekaly z nami ze 20 minut jedynie po to, by powiedziec, ze nie ida bo maja cos lepszego. Ogolnie na sylwestrze bylo nas 11 osob, w tym Magda z Universidad de León, ktora wkurwila mnie niemilosiernie rozpierdalajac mi stol i ogolnie robiac swoja osoba duzo syfu, ktory jej kolezanka, Ula, na szczescie szybko sprzatala.
Krecilismy pare durnawych filmikow, pilismy na umor, palilismy do wyschniecia grzyba i… coz… pominmy juz wrazenia z Sylwestra i przejdzmy do spraw bierzacych.
Otoz zrobilo sie dosc przejebanie, gdyz mamy w tym miesiacu do napisania 2 essaye, jeden z Shakespeara i jeden z Detective fiction. Ponadto, koncem miesiaca mamy egzamin z Shakespeara, ktory moglby niezle dac w dupe komus kto chce nadrobic zaleglosci(czyli niestety… mnie). Dzis imprezka w Molly Mallone´s, mam nadzieje, ze cos sie tam wydarzy ciekawego, ze juz wszyscy do tego zasranego miasta wrocili. Ciezka, naprawde ciezka bedzie to przeprawa.
A i musze sie pochwalic, ze wczoraj skonczylem czytac tak z dawna oczekiwana przeze mnie Lux Perpetue Sapka, ktorej musze oddac hold i przyznac wszem i wobec, iz ksiazka promieniuje wrecz zajebistoscia. Zawsze bedziesz dla mnie ASem Andrzeju :]
W sumie to tyle, napisalbym cos jeszcze, bo cholernie mnie gryzie i rozpierdala od srodka wena tworcza, ale postanowilem skoncentrowac moja cala energie na nauce hiszpanskiego, ktora podjalem przedwczoraj. Mam nadzieje, ze ostatnie miesiace tu spedzone beda tak zajebiste jak niektore dni dawne, tu spedzone. Wszystko misiaczki, spadam na jaki obiadek, kto wie, moze na petko? :P Pa, buziaki od Pieknego dla wszystkich :D:*:*:*:*