piekny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2006

Trzy wiaderka dla krasnali w boju zaprawionych
Butelka dla elfow w lasach pierdolonych
Dwie lufki dla ludzi – rasy popapranej
Siedem fajek dla hobbitow z krainy nieskalanej
Dwa jointy dla krolow, trzy dla cesarzy
Jeden dla Saurona z chujem zamiast twarzy.

Oczywiscie ten jeden dla Saurona jest mega wyjebisty i sluzy do zjednoczenia wszystkich innych czesci skladowych tak, aby wszyscy dealerzy Srodziemia mieli ladnie przepierdolone zycie. Sauron setki miliardow lat temu dostal z kwasa, a jakis jebany czlowiek nie chcial wyrzucic Jedynego Jointa, przez co w koncu padl od kulki w plecy, wlecial do rzeki gdzie Joint zamokl, ale dzieki swojej zajebistej mocy przetrwal. Nie czlowiek, Joint. Przeplynal on ladny kawal drogi w dol rzeki az w koncu 7 biliardow lat pozniej znalazl go hobbitopodobny Deagol. Jego kumplowi Smeagolowi, ktory wlasnie wyszedl z pierdla bardzo spodobal sie ow Joint, wiec spuscil temu pierwszemu niezly wpierdol i mu go zabral. ‚To oduczy gnoja nie pamietac o naszych urodzinach my precioussssss’. Zapalil sobie znaleznego Jointa, ale jakims dziwnym cudem Joint nie chcial sie dopalic. Zajebany juz jak dzika swinia wymyslil sobie nowa xywe – Gollum, albo, jak to powiedzial najblizszej rodzinie Big G. Ojciec wypierdolil go wnet z domu za narkotyki, wiec Big G postanowil prowadzic pustelniczy tryb zycia na niekonczacym sie zajobie. Jednego razu wkrecil sobie, ze jak pali z tego Jointa to jest niewidzialny no i ladnie mu to siadlo na psyche. Oczy od nadmiernego jarania nie mogly tolerowac slonca, wiec zamieszkal w kopalni soli w Wieliczce. Ilosc jointow jakie mial w sobie powodowaly, ze galy wyszly mu z orbit i tak juz mu zostalo. Zywil sie malymi orkami ktore plywaly w podziemnych zbiornikach wodnych*
Od jarania w samotnosci zaczelo mu juz totalnie odpierdalac, krztuszac sie wydawal dzwieki w stylu GLUM GHHYYlum.
Pewnego razu do kopalni przybyla wycieczka hobbitow(wiecie, takich cholernie owlosionych kurdupli co non stop jaraja i sa dojrzale dopiero po piecdziesiatce). Jeden z nich, Bilbo zgubil sie podczas wycieczki i wpadl do podziemnego oceanu. Orki juz mialy rozszarpac go na strzepy, sytuacja naprawde nie wygladala za dobrze. Az tu w pewnym momencie Bilbo zobaczyl, ze po wodzie plywa Joint. Uznal, ze skoro musi juz umrzec, to przynajmniej umrze zjarany. Z gracja godna geparda w sosie musztardowym wyciagnal se z wlosow zapalare i odpalil jointa.
- Hyhyhyhy… jestem niewidzialny! – biedak nie wiedzial, ze na niewidzialnosc za duzy z niego idiota. W przeciagu trzech sekund orki ogryzly go do szkieletu i wysraly mu sie w oczodoly. Biedny Bilbo poszedl na dno, gdzie jego szkielet spoczal na wieki wiekow obok drugiego szkieletu z zajebiscie poszerzonymi oczodolami.

The End.

ale jestem zjebany
*Pytacie skad orki? Kurwa, to kopalnia soli w koncu, maja warunki do zycia, odpierdolcie sie. W tej historyjce nie ma nic nadzwyczajnego, zapewniam.

Troche zjebany jestem. Troche bardziej niz zawsze znaczy sie. Wczorajszy wypad na knajpy calkiem roznil sie od standardowych. Pierwsze, ze o 18.00 w Bazylu nie bylo zywej duszy. W piatek. Ludzie kurwa, co to ma znaczyc? Nabralem pare interesujacych perspektyw na zycie i jakos od wczoraj nie chca mi wyleciec z glowy. Ba! Nawet przez pare chwil dzis rano myslalem zeby sie zabrac za napisanie szesciostronowego essayu na literature amerykanska. Ale coz poradzic, jestem jebanym leniem i nie potrafie sobie odmowic przyjemnosci. Chociaz pewnie jakby mnie zamkneli w ciasnym pokoju bez klamek jedynie z materialami do nauki az do rozpoczecia sesji to i tak zaczalbym sie uczyc dopiero na pare dni przed wyzej wymieniona sesja :P Coz moge poradzic, taki juz jestem zjebany. Mam w tym momencie niewyobrazalna ilosc problemow i taki metlik w glowie, ze nie wiem co z soba zrobic. Jakby tego bylo malo to proboje je wszystkie rozwiazac zuzywajac caly moj wolny czas na Enemy Territory. Co gorsza wiem, ze to raczej chujowe rozwiazanie.
Pewnie chcielibyscie poczytac cos ciekawszego, moze zabawnego, ale mam na to zbyt chujowy nastroj i nic smiesznego mi do glowy nie przychodzi. Chociaz jak sie zastanowie i wspomne kuzyna wracajacego z imprezy, kiedy to zahaczyl o mnie w drodze do domu, ktorego zobaczylem lezacego na ziemi u mnie na podworku z jarzeniem rzedu IQ rosliny to troche wesolo mi sie jednak znowu robi. Jak wspomne kiedy pomagalem mu w oddawaniu moczu tak nim sterujac, zeby mi kibla calego nie obszczal to robie sie troche zniesmaczony. Ale usmiech i tak nie ustepuje ;] Kiedy wspomne jak zbieralem jego rzygi z podlogi to sam mam ochote wyrzucic z siebie obiad na ziemie. Ale usmiech pozostaje :D

Musze w koncu zrobic cos ze swoim zyciem zanim bedzie za pozno… moze jednak poszukam teraz chociaz tematu na ten essay? Az glupio mi sie zrobilo jak wczoraj uslyszalem, ze marnuje wlasny potencjal. Skoro kumplom to przeszkadza, to moze chociaz im przyjemnosc zrobie i sprobuje cos z niego wycisnac. Tyle. Piekny przemowil.


  • RSS