Siedze w pokoju, spedzilem juz w piiiizdu czasu przed Enemy Territory, jak zwykle wymiatajac, gdyz w tej grze nie mam sobie rownych ;] kiedy nagle – znudzilo mi sie! :O Ja jebie, z 10 godzin jak nic dzis przy tej grze spedzilem, a tu nagle – nudzi mi sie. Wylazlem sobie za okno na chiqo, majac rodzicow w domu i pietro nizej :D Okno zostawilem otwarte, azeby przewietrzyc mozg, az tu nagle napada mnie wena tworcza! Wiec kurwa wlaczam Internet Explorera, chcac wejsc na bloga, w okienku odruchowo napisawszy ‚www.ogame.pl’. To chyba swiadczy, ze dobrze zrobilem przechodzac na urlop i odpoczywajac od tej pierdolonej gry. W koncu wchodze tu i zaczynam pisac. Mialem ochote napisac, ze znowu jestem z Ania(tu nasuwa sie pytanie: to ona jest taka zajebista uwodzicielka czy ja taka mega cipka bez kregoslupa, ze nie potrafilem odmowic?). W kazdym badz razie jest mi dobrze, wiec odpowiedz na to pytanie pozostanie niewypowiedziana. Tyle o tym, mam straszna ochote dac upust mojej wenie piszac jakies krotkie opowiadanko z dupy, myslalem o kolejnej czesci przygod Eustachego i Zenona, wiec o nich wlasnie napisane tu zostanie.

***

Zenon obudzil sie w swoim poslaniu, jak kazdego poranka. No, moze prawie kazdego, gdyz czasem budzil sie w dziwnych, dosyc losowych miejscach porozrzucanych po calym Zadupiu Wielkim. Kac byl nie do wytrzymania, Zenon zaczal zastanawiac sie czy to nie przez wczorajsza zupe ogorkowa. Otoz wstajac poprzedniego poranka, zastal w swoim mieszkaniu Eustachego, z zardzewialym garnkiem pelnym ogorkow. Razem postanowili, ze ugotuja ogorki w denaturacie na wolnym ogniu, co okazalo sie byc pomyslem wrecz genialnym. Wyobrazcie sobie, zupa ogorkowa – denaturat z zagrycha w jednym. Zenon spojrzal na swoja reke. Zaczal sie zastanawiac, czy nie miala przypadkiem pieciu, w najgorszym wypadku szesciu palcow. Widzial trzydziesci, z czego polowa mu machala. Wkrotce jednak przyzwyczail sie do nowej sytuacji, gdyz trzydziesci palcow to chyba lepiej niz piec. Humor z totalnie zjebanego przeszedl mu w mega wyjebisty. Czul sie teraz nadczlowiekiem, czyms znacznie lepszym od innych. Podniosl z ziemi swoj kubek z kawa. Zrobil ja sobie jakies poltora tygodnia temu ze szczypty kawy, pieprzu, cieplego moczu oraz sznurowki. ‚MMmmmmmmm… przepyszna… trza jom bedzie zostawiac na dluzej, coby sie lepiej zaparzyla’ pomyslal Zenek. Rozejzal sie po swojej rezydencji. Do hotelu pieciogwiazdkowego brakowalo jej ze czterdziestu gwiazdek, ale, jak to lubil mawiac, „nie ma jak w domu”. Mial racje. Poslanie, stolik na trzech nogach, plonaca beczka(znacznie poreczniejsza niz kaloryfer, wystarczy uzupelniac rope i smieci), expres do kawy sprzed dwudziestu pokolen, ba! nawet zadaszenie bylo, blacha sterczaca z dachu idealnie oslaniala okolo polowy jego poslania przed deszczem, sniegiem czy nawet sloncem. Istny raj na ziemi, osmielilbym sie powiedziec Eden. Zenek podniosl sluchawke telefonu.
-Eustachy ty kurwo niemyta, wstawaj zanim cie zapierdole!
To byla standardowa formulka na pobudke miedzy Eustachym a Zenonem. Gdy Eustachy wstawal wczesniej mial jeszcze w zwyczaju odpryskac sie Zenonowi na buty.
Eustachy podniosl z ziemi przedziurawiona puszke po kukurydzy w plynie ze sznurkiem wystajacym z jednej strony.
-Juz dziesiata? Uo ja cie w morde szczele, zaspalem!
Eustachy spojrzal na druga strone alejki. Zenon wlasnie wstawal i zakladal najswiezsze spodnie jakie mial, czyli te co zawsze.
-Mam dzis przesluchanie, moze w koncu druga prace znajde.
-Wiem, wiem. Masz, moge ci nawet pozyczyc moj najlepszy krawat – odparl Zenon, po czym otworzyl mala, zardzewiala szkatulke i wyciagnal z niej czarny sznurek, odrobine rozszerzajacy sie w jedna strone.
-Dzieki Zenek, co ja zem bym bez ciebie zrobil.
-Nie ma sprawy, ale dzisiej ty kupujesz nalewe.
Sprzeczanie sie nie mialo sensu. Eustachy spojrzal na swoja reke i zauwazyl, iz zamiast zwyczajowych dziesieciu, jego reka ma trzydziesci palcow. Nic sobie z tego nie robiac wstal, ubral swoja najczystsza koszule(czyli ta, w ktorej chodzil przez ostatnie siedem i pol roku), zalozyl krawat od Zenka, nacharal na buty, po czym przetarl je koszula i wyszedl.
Zenek uznal, ze jego nowa lampa jest dosyc oczojebna, wiec postanowil ja czyms przykryc albo gdzies wypierdolic.
-Skad ja zem to kurewstwo wytrzasnol?
Faktycznie, lampa wygladala dosyc dziwnie jak na lampe. Ale fakt, iz byla zrobiona z malej beczulki z zolto-czarnym lekko przetartym znaczkiem oraz, ze z kazdej jej szczeliny wyciekala fosforyzujaca zielona ciecz jedynie czynil ja unikalnym meblem w oczach Zenona. Podrapal sie po glowie. Druga reka podrapal sie po tylku. Palec u trzeciej reki wepchnal do nosa, a ogonem przetarl oko na srodku czola.
-Kurrrrwa – powiedzial akcentujac na ‚m’. – Wyjebista ta ogorkowa, nima co.