piekny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2005

(…)

16 komentarzy

Aye, byc moze poprzednia notka nie spelnila oczekiwan niczyich poza moimi, Buly i HSia. Trduno, raczej mnie to gleboko pierdoli, nie bede sie nad tym dluzej rozwodzil :P Moze rzeczywiscie zamieszczenie tego tu bylo glupim pomyslem.
W chwili obecnej rysuje sobie w moim Swietym Zeszycie jakies grafiki, ktore moznaby walnac na bloga. Kumpel obiecal pomoc. Koncept jest, rysunki prawie sa, jeszcze tylko poszukam jakiego eftepa i moge pokazac wam nowy wystroj.
Z ciekawszych rzeczy wczoraj odbyla sie u mnie na chacie dosyc udana calonocna imprezka, z Harasiem, Bula i oczywiscie gospodarzem wieczoru Pieknym ;]
Poczatkowo siedzielismy w Bazylu z Bula, chleptajac happyhourowe piwsko i przetykajac lufki. Nic szczegolnego, litr piwa i slaba przetka dawaly dosyc umiarkowanie kurewsko zajebisty klimat(czyli, ze moglo byc lepiej :P). Kolejna proba tworzenia durnej historyi, ktorej zamieszczac tutaj i tak nie mialem za miaru(na szczescie ;)). Po krotkim pobycie w Bazylu i przejsciu SBB* gdy wszyscy znajomi zmywac sie juz zaczynali postanowilem zaprosic Bule na jakas bibe. Batow nie bylo, nie dalo sie zmontowac, ale przeciez jestesmy doroslymi ludzmi, czyz nie? Potrafimy bawic sie dobrze i bez ziela. Kupilismy wiec Balsam Pomorski, 0,75 na trzech, coby biba mietko sie kleila(cyt. HS). Wyruszylismy pelna niebezpieczenstw droga w strone domu mego, kolo godziny 23. Rodzice mieli dzies pojechac na 3 dni, prawdopodobnie do Szczyrku ale chuj z tym, bo szczerze mowiac mam to serdecznie w dupie, tak se tylko napisalem, coby jakos wiecej textu zajelo ;] Wiec weszlismy, nalalismy sobie po kubeczku i impreza zaczela sie w kurewsko wolnym tempie rozkrecac. Flaszka na stole, kazdy z nas mial po kubeczku i szklaneczce z zapita(przy balsamie pomorskim zreszta malo potrzebna) i gdzies w polowie balsamiku postanowilismy skoczyc na petko.
Juz wstalismy, juz pozakladalismy cos na nogi, juz podchodzimy do drzwi, juz odchylam zaslone, azeby przekrecic klucz w drzwiach od srodka i ruchem wypuszczajacym nas na zewnatrz otworzyc drzwi i wypuscic nas na zewnatrz, gdy nagle slysze ‚puk puk’. „Puk puk?” mysle „jakie kurwa puk puk, jest dwunasta w nocy, ba! w pol do pierwszej jest kurwa, ktoz to do ciezkiej kurwy nedzy byc moze?”
- Piekny, babcia twoja przyszla chyba – stwierdzil z kurewskim usmieszkiem na twarzy Bula(no dobra, moze nie mial kurewskiego usmieszka, ale pierdolic to).
- Co ona moze chciec o tej porze? – odparlem z zajebistoscia i pelnia wdzieku w glosie, po czym odchylilem zaslone i spojrzalem za przeszklone drzwi dostrzegajac dwie sylwetki mogace byc jedynie dwoma osobami mogacymi byc jedynie dwojka moich rodzicow.
Uo kuurwa, jak stwierdzilby to Bula jeszcze pare lat temu, zanim to zamienil swoje haslo rozpoznawcze na „wy jestescie jacys pojebani/jebnieci”.
Rodzice w dom, Bula w dom. Glupia sprawa :P Ale rodzice otworzyli drzwi, gdyz wyjalem z nich moj klucz ktory blokowal im ta zajebista mozliwosc otwarcia wlasnym od zewnatrz, weszli do srodka, zobaczyli bule i zaczeli weszyc po domu. Haras zczail balsamik dzies pod bluza czy innm chujstwem ktore mial na sobie tego pamietnego wieczora(dzisiejszego nawiasem mowiac). Mamusia, jak to mamusia w momencie wepchala nos w kazda z naszych szklanek z zapita, o dziwo(!) nie wyczuwajac tam zadnego alkoholu(ktorego zreszta tam nie bylo, bo pilismy z kubeczkow, ale wsadzanie nosa do kubkow nie przyszlo jej do glowy ;P). Rodzice weszli, siedli z nami i polali nam jakiejs domowej vudy. Pochlalismy troche z nimi przy akompaniamencie niezrecznej ciszy i wlaczylismy Pulp Fiction. Do tego filmu mozna wracac duuuuuuuu(uuuuuuuu)uuuuuuuuuuuuuuuu(i jeszcze w pizdu u)uzo razy, a kazdy nastepny raz i tak nadal mnie smieszy ;P To jest wlasnie kunszt Quentina Tarantino, zapale dzis wieczoem petko w jego intencji. Rodzice rzecz jasna troche byli wstawieni, jak sami powiedzieli czuli jeszcze niedosyt :P
Po dluzszej libacji alkoholowej grupka rodzicow zaczela klasc sie spac. Po tym, jak rodzice sie polozyli wyszedlem na upragnione petko, na ktore, jak juz wspomnialem chcialem wyjsc kiedy weszli. Wlazlem spowrotem do domu po petku i walnelismy sobie jeszcze po bodajze dwoch lykach Balsamu(lyk jako substytut kielicha) oraz postanowilismy isc na polmetek bodajze czworki, gdyz byly tam Paulina z Agnieszka :P Ja oczywiscie protestowalem, mowiac, ze nas nie wpuszcza i jak sie pozniej kurwa jebana w dupe ja pierdole mac okazalo mialem racje. Poszlismy wiec do jakiejs zasranej knajpy, techniawa jebalo juz zwirki, a impreza byla dzies kolo McDonalda(to dalej, dla ludzi ktorzy nie sa z Bielska ;)) spalilismy po drodze petko i doszlismy w koncu do tej zaprutej meliny z jakims ciulem na wejsciu. Pukamy, prosimy o wpuszczenie, ale pan grzecznie dal nam do zrozumienia, ze mamy wypierdalac w podskokach. Agnieszka z Paulina do nas wyszly na chwile pogadaly po czym weszly do srodka z powodu niskiej temperatury, pozegnania nie pamietam, coz, moze rzeczywiscie bylem zdrowo najebany :] wheee! To dopiero zajebisty pomysl zeby isc na ten zasrany polmetek. Potem podszedl do nas jakis lysol i kazal nam(jak wczesniej ten drugi zreszta) w grzecznych slowach spierdalac. A my, biedni pielgrzymi postanowilismy potulac sie troche po Bielsku. Skoczylismy do Poza Swiatem na jedno piwsko, spalilismy kilka fajek(a ja rzucam hehe :D) i po krotszej konwersacji na temat zycia, smierci, bytow astralnych oraz Wioletty Wilas zmylismy sie spowrotem do mnie na chate. Po drodze nakrecilismy kilka fppow, wlasciwie to idac do Poza nakrecilismy chyba ze 2 ;D parafrazujac Bule: Ale mysmy sa pojebani :]
Postanowilismy pozniej zrobic sesje zdjeciowa na Pigalu, kazdy ma ladnych pare fotek(na murach tysz), nawet siedzac na glowie jednego z tych zaprutych chujow z fontanny(tysz na Pigalu, zeby nie bylo :P). Pozniej wrocilismy do domciu(mojego rzecz jasna) dojebalismy balsamik, nagralismy kilka fajnych scenek na komorke Buly i zasnelismy. Pozniej wstalem rano, zjedlismy sniadanie, odprowadzilem Bule, wzialem prysznic, siadlem przed kompem, wszedlem na www.blog.pl wstukalem piekny/*********(moje haslo ;P) dalem (…) w temacie, napisalem Aye(…)zasnelismy i poszedlem sprzatac w kiblu.

Jesli ktokolwiek zrozumial z tego cokolwiek to prosze o kontakt z numerem 0 700 882 772 i podanie prawidlowej odpowiedzi naszym sexownym telefonistkom, poniewaz ja chuj z tego rozumiem, musze to jeszcze raz przeczytac.
Tyle.

*Szlakiem Bielskich Barow

ide rysowac, moze powstanie cos dobrego do wystroju, zakoncze moim ulubionym cytatem: „You find a cheaper pussy anywhere – FUCK IT!!!”

Temat poruszony w tej notce dotyczy glupot ktore umysl niewinnych ludzi takich jak ja i ty wytwarza pod wplywem szkockiej z marijuana w nieprzecietnych ilosciach. Jest to swego rodzaju opowiadanie, nawet 3, ktore pisalismy w kolko, jeden po drugim, kazdy dodajac kilka slow. No wiec jedziemy z tym koxem:
Dawno temu, na kanapie ktorej oparcia byly cale obspermione, siedziala dupa w meskich boxerkach idealnie przylegajacych do jej kraglej pupci. Rece miala przyczepione do korpusu konopna lina, ale jej fryzura byla nad wyraz twarzowa. Nie miala na sobie stanika. Nagle do wnetrza pokoju wpadl poszarpany zombie bez jednej reki, oka i z zadza zjedzenia jakiejs suczki. Zblizyl sie wiec do kosza z psem i wpierdolil go do niego z wielkim impetem. Ukrecil mu kark i nasikal na niego swoim przegnitym pyrtafonem i z obgryziona morda wybelkotal dwa slowa:
- Spier… dalaj!
Po czym odgryzl mu lapy i odwrocil sie na piecie w strone ciasno zwiazanej suczki odwroconej do niego profilem. Jej przestraszone oczy mowily mu:
„Nie!”
Podszedl wiec do niej, chwycil za ucho i wsadzil do niego swoj ztetryczaly jezyk porosniety mchem i grzybem wiercac jej dziure w mozgu i wysysajac zawartosc czaszki. Jego dlonie jednak spoczywaly na posladkach tej jedrnej kobiety, poczul jej cieplo i postanowil, ze wycisnie z niej resztke zycia. Ugryzl ja w jej wilgotna cipeczke po czym zjadl jej dusze i wsadzil wen to petko zamoczone w kreatynie z dupy Diablo gdy je zapalila jej morda nabrzmiala od bolu, wepchal jej palec pod zebra, krew bryznela mu w zmarszczonego fiutka ktorego trzymal w drugiej rece, szybkim ruchem wyrwal jej cycki i wylizal podloge wokol stolu. The End
To bylo pierwsze ‚opowiadanko’. Wkrotce potem powstaly 2 nastepne, ktore na szybkosci tu przepisze:
Trzech uzbrojonych gosci mieszkalo sobie w Nowym Yorku na zajebistej melinie. W piwnicy mieli prawdziwy niezly arsenal shotgunow i karabinow maszynowych. Pewnego razu podczas ceremonii rozdania Oskarow napadnieto na Akademie Nauk Inzynieryjnych, w ktorej wykladowca mial niebieskie gogle noktowizyjne oraz shotgun Gaussa. Huk rozpierdolonych szyb obudzil wszystkich w okolicy. Wlaczyl sie alarm i rozlegla sie cisza, poniewaz tych trzech gosci go wylaczylo. Zabili straznikow, nastepnie slynnego wykladowce, ktoremu nie pomogly nawet niebieski noktowizor i shotgun Gaussa. Ciala rozpuscili w kwasie, a na oparach zrobili se kluski. Po zjedzeniu zajebali z Akademii kilka prototypow broni i postanowili, ze uzyja ich do niecnych celow badz sprzedadza ja na Hawajach czeskim uchodzcom z Kurdystanu, czy Antarktydy.
Jednak lepiej bedzie jesli ja rozdzadza dzieciom zebrzacym na ulicach, jedzacym kupe zamiast Gerbera firmy Zott. Po krotkim namysle odrzucaja opcje nr. 2, nastepnie ucza sie
a) matematyki
xb) konstrukcji bomby atomowej
c) obslugi magnetowidu
d) filozofii Zen. (zakresl odp.)
oraz poslugiwania sie BFG 5000 w warunkach polowych na LV-421. Potworki i ufoludki czesto zmienialy sie w Xenomorphy, a cienie dramatycznie padaly na wejscie do jaskini. Grupka takiego oddzialu potrafilaby rozpierdolic w 14-15 sekund cala lawice alienow, oraz jesli zaszla by taka potrzeba, druga lawice alienow probojaca ich zajsc od tylca. Jesli skonczy sie amunicja uzyliby czegos mocniejszego niz zwykla amunicja. Uzyliby SADARA, miotacza ognia, lub w ostatecznosci BFG PIĘĆ TYSIĘCY. Na taka sile ognia nie bylo chuja w calej galaktyce. Rozpierdalali tym wszystko w pizdu. Warto rowniez wspomniec o urodzie siostry jednego z nich. Podwalalo sie dziennie do niej 10 facetow, a nawet dzieci inwalidow lubily na nia patrzec. Jednak w koncowej fazie wszyscy wokol niej umieraja na dziwna odmiane ptasiej grypy.

Oraz trzecia, krotsza historyjka:

Gdzies w podziemiu odleglej od USA az pol roku swietlnego galaktyki Omicron Gamma zylo sobie czterech samurajow i jedna babcia, ktorej ta historia nie dotyczy, choc byla ona calkiem sexy. A wiec, tak naprawde, tych trzech samurajow, bo jeden nie domagal z sercem i gdzies podcierajac sie piaskiem przestraszylo go niepelnosprawne dziecko malpy. Samurajom zabraklo koki, wiec ruszli na Quest do obozu na planecie Q-149-V-A swoim zjebanym krazownikiem szos, zwanym ‚SS Kurwidol’. Statek ten byl wyposazony w plasmaguny oraz wyrzutnie gowna(radioaktywnego), a takze railguny i wspomniane juz VBVFG 6000 z przelacznikiem na miotacz ognistych czaszek. Gdy dotarli do pasa asteroid spotkali pangalaktycznego malego, zielonego marszczyfiuta w kasku z modeliny, ktory zrobil im w kadlubie dziure wielkosci ziarnka maku. Rozjebali go jedna celna salwa z mini dzialek Gaussa, o ktorych nie wspomniano, poniewaz nikt nie wiedzial, ze one sie tam znajduja, nastepnie podryfowali do planety Dealernya-XVIIIIVXDCMLR. Po dlugich namyslach doszli do wniosku, iz albo ja rozjebia, albo poleca dalej, bo ceny na niej sa za niskie. Postanowili ja rozjebac i zmierzyc sie na lightsabery z mieszkancami tej pierdolonej planety, ktorzy nie wiedzieli nawet jak sie do konca wysrac. Zrobili to, polecieli na Q-149-V-A po koke, wrocili i sie zacpali.

THE END!!!!!!!!

wiem, wiem, pojebane, ale coz poradzic :P jedno co moge wam poradzic to nie tworzenie czegos takiego, bo nas to dosyc wciagnelo i powstalo duzo, znacznie chujowszych wersji tego powyzej :D no coz, to tyle, spierdalam spac, jutro wyklady, musze byc in tip-top shape ;P

Ave!


  • RSS