Urodziny – dzien radosci dla solenizanta, dzien prezentow, dzien nadarzajacy sie raz do roku, dzien, wiazacy sie nierozlacznie z urodzinowymi imprezami. Ta historia zaczela sie troche po moich urodzinach. Lista zaproszonych wynosila kolo 30, 35 osob, gdyz przypomnialem sobie jak wygladal sylwester i andrzejki(polowa mnie olala) a kolo 15 osob to akurat ile moj dom moze zniesc podczas imprezy. A wiec siedze sobie w domu przedyskutowujac ostatecznie szczegoly z rodzicami. Zarlo kupione, jest kolo 16.30 kiedy to rodzice wychodza. W tym to wlasnie czasie, gdy rodzicow w domu juz byc nie moglo, uslyszalem dzwonek do drzwi. A ja, jak to mam w zwyczaju, gdy slysze dzwonek do drzwi podchodze do nich celem ich otworzenia. Podnosze wiec sluchawke domofonu, w ktorej po „kto tam?” poznalem glos Michaliny i jej chlopaka Michala. Wiec mowie: „Eee… ale drzwi sa otwarte” po czym zaczalem otwierac rolete(urzadzenie przez wiele osob skladajacych mi wizyte nazwane „brama”) tym samym wpuszczajac ich do srodka. Po jakiejs dwudziestominutowej rozmowie, sprowadzajacej sie w przypadku Michaliny do mowienia Michalowi: „Nie idziesz!!!”(na ma impre oczywizda) zjedlismy prawie cala paczke zelkow ;P i troche chipsow po czym para wyszla, zapowiadajac mozliwy powrot. Siadlem wiec do kompa, sprawdzilem poczte i takie tam. Okolo 17.00 zjawil sie pierwszy, jakze upragniony gosc – moj qzyn, Haras, ktory mial mi pomoc w pisaniu tej notki, w zwiazku z moja niedyspozycja na jakiejs 1/3 imprezy :P ale jeszcze sie nie obudzil. O, wlasnie wstaje. Podchodzi do kibla. Slysze nieopisane dzwieki, jakby zarżynal tam krowe! OU MAJ GAT!!! Falszywy alarm, on tylko sie odlal. Wracajac do notki – przy okazji mam nadzieje, ze nie zrazicie sie jej dlugoscia i z checia ja przeczytacie, poniewaz napisalem ja z niemalym trudem i wysilkiem emocjonalnym, ktory sprawil, ze moj mozg nie jest zdolny uczyc sie dzis biologii, a jeszcze andrzejki dzis uzupelnie(najdalej jutro :D) Wiec siedzielismy sobie we dwoch u mnie na chacie, czekajac na reszte wedrownych, ktorzy albo nie wiedza co to punkutalnosc, albo zbladzili gdzies na trakcie do ulicy D. Jednak wskazowki byly w miare proste: wysiasc na przystanku przy ulicy K. minac moj posag, skrecic w lewo, podskoczyc, klasnac w dlonie i spojrzec przez prawe ramie. Po krotkiej chwili oczekiwania ekipa zaczynala sie juz zbierac. Pierwsi po Harasiu byli Misieq i pyh(qmple z Piekla). pyh mial jakas tania wodke z przemytu i razem z Miskiem(chyba) sie zlozyli, by kupic mi Powerslave’a Iron Maiden. Z wodki zrobilismy dobry uzytek(dla tych, ktorzy nie wiedzieli co pija:) wlalem ja do coca-coli, wlalem puszke red bulla, wymieszalem i rozprowadzilem(wykorzystujac pomysl z niedawnej impry u Zajki) po wszystkich przybylych.
Ludzie zaczeli sie zbierac. Czesc z nich nawet nie wiedziala gdzie mieszkam, mimo podanych im wskazowek i gigantycznego posagu mnie w dziarskiej pozie zaraz naprzeciw domu. Puscilem film, gdy juz bylo wiecej osob, po czym otrzymalem telefon od Karola(jny). Jak kazdy dobry gospodarz wyszedlem po zbladzana/ego wedrowca. Ide z Qzynem, idziem sobie idziem, Karolek przyjezdza, wiec bierzemy ja do Bat Jaskini(alias Pieknej Jamy).
Garniec zostal juz zuzyty, zanim jeszcze wyszedlem, wiec zmixowalem drugi. Zszedl szybko, chyba smakowal(mam nadzieje) i zaczela sie zbierac reszta ekipy. Rypka przyszedl, jak zapowiedzial, mial stafik :D Pare osob wybralo sie do sklepu celem zakupienia alkoholu, wiec ich wypuscilem i poinstruowalem dzie sklep sie miesci. Wrocono wiec i rychlo, otrzymalem prezent od Karoliny (:D) pol litra Bolsika(mmmmm, moj ulubiony :]). Nie otwieralem go. Otrzymalem jeszcze troche alkoholu, wiec ten to alkohol obalac zaczelismy(jakies wodsko bylo, winko na zapite :))
Impreza zaczela sie rozkrecac, Zwolak ustawil mi na tapecie dwoch zapinajacych sie w dupe pedalow, choc pewnie bedzie sie bronil, ja wiem, ze to nie Michal, a on. Jezeli nie napisalem jeszcze, ze przyszedl Bula, to pisze wlasnie, ze wtedy przyszedl Bulczan i postanowilismy przeniesc czesc imprezy do mnie do pokoju. Podczas rozrabiania stuffu, rozmawialismy jeszcze chwile o roznych rzeczach, po czym grzyb poszedl w obieg.
Sie ma rozumiec, ze jako gospodarz udostepniajacy chate cos mi sie z jarania nalezy :)
Grzyb zaczal krazyc. Okno pokoju zostalo zamkniete. Po ktorejs z kolei kolejce zaczelo sie robic duszno i porno. Nabilismy nastepnego grzybka. Zostal rychlo zjarany, w pokoju(jesli mnie pamiec nie myli, pamietajcie, zawsze moge to zmienic) bylem ja, moj qzyn, Bula, Rypka, oraz pyh. Po zakonczeniu tego epizodu uslyszalem od kogos, ze przyszli nastepni goscie. Wiec jak to gospodarz, ide sprawdzic kto i przywitac. Widze 3 kolezanki z gimnazjum, ktore zaprosilem, a takze siedzacego w kacie skulonego Montera :P
Ponoc ktos mu wpierdolil na przystanku, ale nie wygladal na obitego ;P
Przywitalem gosci i zaprosilem ich do siebie do pokoju. W tym czasie przyszedl moj brat z Dragonem. Brata nie przypominam sobie, bym zapraszal(Co on tu kurwa mieszka, czy co?!), ale Dr.Agona tak. Pochatowali troche z Karolina, po czym zostawilem ich sobie idac spowrotem do pokoju. W moim pokoju bylo gesto od dymu. Tak gesto, ze (cyt.) „noz wbity w atmosfere z trudnoscia wyjalem.” Usiadlem, pogadalem z qmpelami, po czym one wyjely Wódana. Oczywiscie jako gospodarz musialem wypic swoje zdrowie, lecz po 2 kielonach mialem juz dosc wudy na dzis. W obieg wlasnie wszedl grzyb. W tym samym czasie Rypka nabil juz swojego grzyba, tak, ze krazyly 2 :O Mozg sie lasuje, nie zdazylem wypuscic z tamtego, a juz mi drugi podaja.
Tak minela lwia czesc imprezy, ktora zaczela sie koncentrowac w moim pokoju. Juz praktycznie wszyscy siedzieli u mnie, procz kilku osob. Pociagneli z nami nowoprzybyli reszte, po czym otwarto spowrotem okna i wyszlismy z mego pokoja.
Pogadalem jeszcze chwile z dziewczynami z gimnazjum, po czym postanowilem(jakze odkrywczo), ze mam ochote rzygac. Rzygac wiec ide do kibla. Wchodze. Patrze przed siebie. Co widze? Sciane. Odwracam glowe w lewo w poszukiwaniu obiektu, ktory pochlonie me marne wymiociny potocznie tez zwanego Kiblem. Patrze wiec w jego strone… O. Jest juz zajety? No trudno, jak ktos rzyga w Kajbel, to trzeba sie zadowolic bidetem. Wiec klekam przed nim… Gorzka slina naplywa mi do ust(zjawisko czesto spotykane przed rzyganiem). Pochylam sie celem puszczenia niesamowicie wielkiego i dlugiego belta. Patrze chwile we wnetrze bidetu. ‚Hmm’, mysle. ‚Albo nie’. Po czym odrzuceniem glowy w tyl polozylem sie na podlodze w lazience i zasnalem. Tu niby skonczyla sie impreza dla mnie… Szkoda, bo slyszalem, ze ominela mnie historia, w ktorej wszyscy montowali sie w LoTRa.
Z kibla wylowil mnie brat, co prawda ani nie mialem glowy w kiblu, ani nie bylem w wodzie, ni w rzygach, ale slowo wyciagnal brzmialo malo… dramatycznie. Kazal mi isc do gosci i ich zabawic, wiec poszedlem, usiadlem na kanapie, po czym polozylem sie na niej, gdy okupant miejsca kolo mnie sie zmyl, i zasnalem(musze nad tym popracowac).
Gdy sie obudzilem, nikogo w duzym pokoju nie bylo. Siedzial tylko Zwolak przy kompie i cos tam robil na necie. Wstaje. Sprzatam prowizorycznie caly dom. Jest gdzies 3.30 AM czasu Zulu.
Zwolak pomogl mi w tym troche, po czym wreczyl mi prezent – koszulke z Iron Maiden(nawet dobry prezent :D).
Ogladam ja wiec. Patrze: czerwony monster z chmur(motyw z Brave New World, ale cos mi tam nie pasi).
Ide do siebie do pokoju, znioslszy tam wszystki pozostale alkohole, czyli Lipke, Bolsika i Winko od Michala.
W mym pokoju spal rypka(pod sciana), oraz Hi-Pees z Monterem w moim lozku. Rozgladam sie po wszystkich pokojach. W pokoju starszych – bula z pyhem. W pokoju brata – Dragon, brat i pyh… Hm… dwoch pyhow? Zdecydowanie za duzo dzis wypilem.
Ide do siebie, klade sie spac.

***

Budze sie rano. Wszyscy jeszcze spia(prawie). Ide do pokoju rodzicow. Patrze – Bula z moim qzynem… hmm… a dzie sie podzial pyh?! Chodze troche po domu, dochodze do kilku wnioskow:
pyh spal tylko u mojego brata
pyh w czasie imprezy w samych gaciach wylazl do pokoju i pobiegl rzygac do kibla(cytuje qzyna: „wygladal jak Jezus, albo dziecko w oblokach” jak mi sie cos jeblo w cytacie to poprawie)
Kolejna rzecza bylo to, ze moja koszulka miala kolor niebieski, nie czerwony.
Wszyscy dosc duza paczka postanowili sie ulotnic, zostalem z bratem i z pyhem. Dalem im butelki do wyjebania.
pyhowi nadal bylo niedobrze, wiec czesto beltal. Moznaby nawet powiedziec, ze na tym skonczy sie ta notka, ktora wlasnie skopiuje, by tylko miec ja gdy jebany blog znowu postanowi mnie wylogowac.
wszystko, przepraszam >KSZK<.