piekny blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2003

UO DŻIZES

6 komentarzy

Ostatnio troche zaniedbywalem bloga, nic tu nie pisalem, wiec chyba najwyzszy czas. W zwiazku ze zblizajacym sie rokiem 2004 chcialem zlozyc wszystkim bywalcom tego bloga(i nie tylko) noworoczne zyczenia – Szczescia, pomyslnosci, zdrowia, kasy i czego sie jeszcze zyczy :D
Bloga zaniedbywalem z powodu 2 gier dostanych pod choinke: Freelancera i BattleNetowej edycji WarcraftaII. Obiecuje sie poprawic ;)
A jako noworoczne postanowienie postanawiam ze ubiore bloga w gify i jpgi, ktore dzisiej znalazlem. Jakby ktos mial ladny rysunek czaszki z zapalona swieczka na swym czubie to zapraszam, bo takowego nie moge nigdzie znalezc ;(
Planowalem sie troche rozpisac, wiecie, sylwester i w ogole… Ale jakos nic mi nie przychodzi na mysl, czuje jedynie pustke i mam dola bo krokami siedmiomilowego buta zbliza sie najwiekszy wrog czlowieka – szkola. Wpadne pozniej i pouzupelniam ta wycieczke bo juz mnie qrvica bierze jak na ta polpusta notke patrze… To by bylo na tyle…

Nie ma to jak czwartkowe poranki. Czlowiek budzi sie rano, ma na 9:20 do szkoly. Czego chciec wiecej? W szkole ominely mnie zle oceny, pytanie itp :D W szkole razem z Rypniem i Bula postanowilismy reaktywowac czwartkowe spotkania. Umowilismy sie na w pol do osmej tam gdzie zawsze, na beskidzkim. Po szkole mialem jeszcze do kupienia ksiazke do historii, wiec spytalem Krzyska czy tez by sie nie przeszedl. Zgodzil sie, ale pod warunkiem, ze pojde z nim jeszcze gdzies do sklepu. Spox, poszedlem. Wchodzac do ksiegarni Rypń otworzyl mi drzwi mowiac „prosze, dziwki przodem”. Chwycilem drzwi i otworzylem je szerzej. Jakas kobieta w podeszlym wieku weszla mowiac do Rypnia „Dziekuje”(ALE POLEW!!! :D). Po krotszych perypetiach w koncu udalismy sie na przystanek autobusowy. Reszta jest nieistotna. Powrocilem do domu, pouczylem sie historii :P
Gdy wreszcie nadeszla oczekiwana przeze mnie godzina, 19.00 zapytalem: „hej, rodzice… moge isc do rypnia?”. W odpowiedzi uslyszalem od mamy „a po co?”
„zostawilem u niego zeszyt z polskiego i zapomnialem sie po niego zglosic” odpowiedzialem. „To dobra, idz”. Szlo jak po masle… Gdy juz sie spotkalismy postanowilismy wyruszyc. Nie ma to jak czwartkowe spotkania w meskim gronie. Szczere rozmowy na prawie wszystkie tematy, browarek w reku, niska temperatura, rece zamarzaja :) Czego chciec wiecej? Tym bardziej, ze tradycja czwartkowych spotkan zostala zalamana na tydzien przed polmetkiem…
Nas oczywiscie nie mozna zostawic samych na moment :P Juz wracajac z lotniska, gdyz to wlasnie tam nasze czwartkowe spotkania mialy miejsce Bula wpadl na genialny pomysl: zaczal kopac we wbity w ziemie kamienny slupek wysokosci cwierc metra szalenczo sie smiejac. Po chwili Rypka wpadl na lepszy – wyjal go z ziemi i postawil na srodku ulicy :D Po tej akcji musielismy spierdalac ile sil w nogach, bo jakies auto podjechalo do slupka i nie moglo przejechac :D Wzielismy kilka nieprzewidzianych zakretow, ale i tak wrocilismy na trase. Pozniej jeszcze zostawilismy na srodku ulicy jakis wozek, ktory stal komus pod drzwiami uprzednio przejechawszy sie na nim jakies 60 metrow :D No i oby tak czesciej, bo to co sie tam dzieje, to to, co tygrysy lubia najbardziej :D

A do tego wszystkiego jestem wniebowziety, bo wreszcie mam CARTOON NETWORK po angielsku!!!!!!! ROAAARR!!! az mam ochote krzyczec z radosci :D

Dzisiejszy dzien byl tak popierdolony jak malo ktory. Na poczatku dostalem jebana pale z biologii, ktora przyniosla mi zagrozenie(SUUUPER), pozniej kurwa niepotrzebnie sie przez cala matme produkowalem, zeby napisac zadanie z polskiego. Pozniej na polskim nawet, kurwa, nie sprawdzila mi tego zadania(to akurat zniose), a pozniej jeszcze sie niepotrzebnie zestresowalem, ze mnie zapyta… A do tego jeszcze jutro mam wspaniale zapowiadajacy sie dzien w szkole, bo prawie napewno mnie zapyta i jest jeszcze chemia… I jakby tego bylo malo, po drodze na przystanek, jedzac obiad gadalem sobie z batonem i grajdocha. Skurwysyny, przez was stracilem pol hamburgera i teraz siedze glodny w domu!!!!!! GROAAAR!!!
uff, musialem to z siebie wyrzucic.
PEACE.

Khe khem… Najwyzszy czas, aby opowiedziec calemu swiatu historie wycieczki mojej klasy. Wszelkie imiona, miejsca, nazwy zjawisk fizycznych wystepujacych w przyrodzie, a takze napojow alkoholowych i innych „rzeczy” sa calkowicie przypadkowe. Autor nie ponosi odpowiedzialnosci za zbieznosci z prawdziwymi zjawiskami, imionami itp. Tekst jest chroniony prawami autorskimi i wszelkie jego kopiowanie jest niedozwolone pod grozba wgniecenia jaj/jajnikow potencjalnego gwalciciela praw autorskich w czaszke, podpalenia wlosow lonowych, skrocenia wszystkich konczyn do minimum oraz posadzeniu na rosnacym bambusie*.

Prolog:
Ta historia wydazyla sie dawno, dawno temu w odleglej galaktyce, daleko, daleko stad. Nawet dinozaury nie pamietaja tych czasow. Ale dinozaury byly za glupie, zeby je pamietac, byly za glupie nawet, by przetrwac, wiec zdechly :P nie to co ja :)
Historia zaczela sie w malej miescinie, ktorej nazwy nie pamietam, na dworcu. Po chwili czekania grupka mlodych ludzi i 4 osoby starsze(od reszty) w koncu doczekaly sie pociagu.

Rozdzial I: Dojazd
Przy samym dojezdzie rozpisywac sie nie mam zamiaru, z tego co ja pamietam obalilismy kilka browarkow(nawet nie 1/osobe) w pociagu, kilka osob charalo z okien, palilo przy oknach itp. Nawet nie wiem co jeszcze sie dzialo i szczerze mowiac malo mnie to obchodzi, bo najciekawsze rzeczy dzialy sie znacznie pozniej, juz na „wlasciwej” wycieczce…

Rozdzial II: Dojscie
Przy tym rozdziale rozpisywac sie tez nie bardzo mam zamiar, gdyz wiekszosc akcji mnie ominela… Moze uzupelnienie kiedys znajdzie sie na blogu qmpla luqasza. Wiem, ze jarali(BEZE MNIE, SWINIE!!!).

Rozdzial III: Schronisko
Po kilkudziesieciu minutach lazenia po lesie w gorach, szlakiem, w koncu naszym oczom ukazal sie upragniony widok: schronisko – miejsce, gdzie bedziemy siedziec do rana i pic, i kto wie co jeszcze :D
Schronisko wygladalo z grubsza chujowo, mialo dobrych paredziesiat lat(bo nawet ja pamietalem je z ktoregos momentu z mojej dawno minionej mlodosci, ale to inna historia). Postanowilismy sie rozlokowac. Niestety, nie zawsze wszystko uklada sie po naszej mysli… Meska czesc klasy postanowila zamieszkac jeden pokoj, zapelniajac go swoja obecnoscia calkowicie, jednakze opiekunowie sie(kurwa) nie zgodzili, bo niby nie mozna nas bylo zostawic samych. ;P Zajebisty poczatek wycieczki. Ostatecznie rozlokowani bylismy tak: 1 pokoj – my z opiekunami. 2 pokoj – jarzyny** z opiekunami i 3 pokoj – dziewczyny/dupy*** z naszej klasy. Skoro na blogu Bulki juz znalazla sie ta informacja, nie bede owijal w bawelne, bo choc jest to szalenie krepujace i wkurwilo mnie do cna – Pani wychowawczyni weszla do naszego pokoju z tymi slowy na ustach:
„Panowie, ja dobrze wiem, co wy chcecie tu urzadzic, wiec od razu mowie – caly alkohol jaki macie tutaj ma lezec jak wroce(powiedziala wskazujac palcem na puste miejsce na podlodze)”, po czym wyszla. Za namowa Montera, dosyc przekonujaca, jednak jak sie pozniej okazalo plonna odlozylismy 3 butelki vodki i wszystkie browarki. Pani weszla chwile pozniej:
„No, no… az tyle tego macie? Oooo, widze, ze macie moje ulubione pivo!(wskazujac na Darka Pstrong’a)” Wodke zabrala i nie mogla sie powstrzymac od zakoszenia jednego bronka, ktorego sama pozniej obalila :P W jej slady poszly 2 pozostale opiekunki biorac 2 browce. Za(kurwa)jebisty poczatek, tak dobrze zapowiadajacej sie wycieczki.
Na szczescie nie wszystko bylo stracone, bo „wspanialomyslnie” pozwolono nam zatrzymac po jednym bronku na leb, a w koncu jeszcze bylo jaranie(nie oddalbym nawet jakby mi wydlubali oczy i wydupczyli[albo moze jednak... troche mnie ponioslo :P]).

Rozdzial IV: Polgodzinny spacer
Wlasciwie, spacer ten trwal nieco ponad godzine, ale polgodzinny brzmi lepiej :D… Co tu duzo gadac – poszlismy w „gory” i wrocilismy jakis czas pozniej. Po powrocie dowiedzialem sie, ze zas bylo jaranie, zas beze mnie :P Z tego co slyszalem chlopcy sie zjarali i Monter wciskal im jakas srube o krasnoludkach, a Bulka pol godziny wiazal buty.
Po wiecej informacji na ten temat zapraszam na blog luqasza.

Rozdzial V: Powrot do schroniska
Po krotkich perypetiach w koncu trafilismy do schroniska. Przez pare godzin siedzielismy na lozkach w tylnej czesci pokoju, sluchalismy jakiegos metalu z Bula, a von Kraydoh z reszta jakiegos szajsu(nie bede ingerowal w ich muzyke) :D
Wpadlem takze na pomysl, zeby puscic chlopakom(niestety przez sluchawki, ale z glosnoscia na maxa) utwor: Pedaly. Spodobal sie Tomkowi i Zwolakowi, a reakcji reszty nie przypominam sobie, ale bylo smiesznie :P
Po przesiedzeniu w srodku paru godzin, kiedy sciemniac sie juz zaczynalo, postanowilismy wybrac sie na maly ‚spacer’ bez opiekunow… Wybralismy sie kawalek od schroniska, w lasek i tam odbylo sie „inicjacyjne” jaranie :) Zwolak nabil fifke i wyjaralismy ile sie dalo, bodajze byly to po 3 buchy dla nas dwoch i kilku dup z ktorymi sie podzielilismy(niech znaja nasze dobre serca). Nas dwoch w ogole nie chwycilo, dup zreszta tez nie(chociaz moze tak, nie potrafilbym pewnie odroznic durnego zachowania kilku z nich w stanie normalnym i po jaraniu). Wrocilismy wiec do schroniska. Dlugo tam nie siedzielismy, jak juz sie sciemnilo wszyscy wyszli na zewnatrz, pospiewac jakies piosnki alkoholowe itp****. Wtedy to przyszedl czas na kolejne jaranie, w tym samym skladzie co poprzednio. Zszedl nam juz caly stuff, a nas dalej nie chcialo chwycic :/ Pozniej dosiedlismy sie do jarzyn i Montera kiedy spiewali, urzadzilismy sobie male zawody w silowaniu na reke… Udalo mi sie z von Kraydohem(bez wiekszych trudnosci) oraz z nieco wieksza trudnoscia – ze Zwolakiem. Krzysio sprawil mi duzo wiecej klopotu, silowalismy sie przez dosyc dlugi czas, ale w koncu zmieklem i wygral :P
Pozniej przyszedl czas na maly apel od pani wychowawczyni, z ktorego jedyna godna zapamietania sytuacja byl cytat Hi-pisa – „Nie bede o tym przekonywal nikogo, bo jestem na spalonej pozycji” Pare osob nie powstrzymalo sie od smiechu, reszta jednak nie zajarzyla.

I tak, zolwimi krokami zblizylismy sie w koncu do ostatecznego rozdzialu – gdy juz poszlismy „spac” do pokoju z dziewczynami/dupami***.

A wiec, bo juz mnie wszyscy mecza(bleee) w koncu uzupelniam notke z wycieczki. A wiec zapnij pasy Dorotko, bo zegnamy sie z Cansas…
Znudzilo mi sie to pisanie: „rozdzial ktorystam” wiec po prostu siade i to qrva napisze.
Dawno nie pisalem nic na blogu, wiec prawie juz zapomnialem co wczesniej tam pisalem… Zaczne historie od tego momentu: Nasza pani wychowawczyni wspanialomyslnie pozwolila nam isc spac do pokoju z dziewczynami(i dobrze, bo ze stara moja i montera mogloby byc niewesolo). Wiec idziemy na dol z calym sprzetem i wbijamy sie w o wiele mniej przestrzenny pokoj niz nasz(a trzeba wam przypomniec, ze jest nas tam dwa razy wiecej niz by bylo). Na poczatku zakwaterowalismy sie na nizszych lozkach, troche gawedzac, opowiadajac sobie kawaly. Dziewczyny najwyrazniej nie mialy nic przeciwko, zebysmy byli w jednym pokoju z nimi :) Troche sie poubijaly na gornych poziomach i git. Co jakis czas odwiedzala nas pani wychowawczyni, ale jakos nie bylo problemow… Grotkowa sprzedala mi jednego browca po wygorowanej cenie, obalilismy go w kilka osob… Wtedy to pograzylismy sie w dyskusji na temat naszej klasy… Nie bardzo pamietam, co takiego wygadywalem, ale zapamietalem czesc z tego co mowili inni(cyt. Wieyahe: „piekny, napierdalasz jak karabin maszynowy” – moze podkolorowalem, ale przeslalem glowna idee czyli – mimo, iz nie widzialem w swoim mowieniu roznicy – to podobno przez te kilkadziesiat minut przez moje usta przeplynelo wiecej slow niz w ciagu calego dotychczasowego roku szkolnego :D) W czasie tej rozmowy odpadli juz prawie wszyscy – zostalem ja(ktory to polozylem sie wczesniej i przespalem troche w godzinke) Toma, Wieyaha, Karol, Paulina, Buła, Baton i Zwolak. Reszta albo spala albo siedziala cicho na nizszych poziomach(albowiem my przenieslismy sie na wyzsze partie lozek)
Potoczyla sie dysputa na temat, ktorego niestety nie pamietam, z tego co zapamietalem, sam spiewalem „Pedaly” co sprawilo wszystkim niewymowna radoche :P
I tak w tej milej atmosferze integrowania sie z klasa polowa osob odpadla i zostalismy przy przytomnosci tylko ja, Bula i Zwolak – postanowilismy wiec pojsc na jaranie :D
Niestety, moje i Zwolaka sie juz skonczylo, postanowilismy zaczerpnac od von Kraydoha, ktory na szczescie(lub na nieszczescie) juz spal. Zaczelismy przeszukiwac wszystkie jego zewnetrzne i widoczne miejsca, gdzie mogl ukryc cenne zielone ziolo. Nie znalezlismy niestety nigdzie, nie pamietam czyje, ale jednak czyjes pozniej jaralismy w kiblu :D Wtedy posrod ciemnosci postanowilismy jeszcze troche pogaworzyc i zasnac. Bylo juz kolo 3.00 nad ranem… Wtedy to wlasnie Zwolak podszedl do okna i panicznie zaczal powtarzac polglosem: „Przyjechali po nas! Przyjechali po nas czerwonym jeepem!!!” czy cos takiego… Po podejsciu do okna okazalo sie, ze stoi tam jakies zolte auto :) W sumie to by juz bylo na tyle o wycieczce, jezeli jeszcze byly jakies akcje – prosze mi przypomniec, ja je tu zamieszcze i pouzupelniam. Biore sie za andrzejki…

————
*dowiedzialem sie dzisiaj na historii, zainteresowanych prosze o nie pytanie jak to dziala :D
**jarzyna – istota nie potrafiaca umilic swojej egzystencji niczym oprocz nauki, a jej pierwszorzednym zadaniem jest zuzywanie tlenu i przemienianie go w dwutlenek wegla.
***niepotrzebne skreslic
****i takie pierdoly

A wiec na poczatek dzisiejszego dnia, chcialem stwierdzic wszem i wobec, ze ten blog bedzie wystrojony dopiero w ten weekend. Zastanawialem sie miedzy wystrojami:
starozytna Grecja, kolebka filozofii :D
Iron Maidanek, Slayer i w ogole ulubione zespoly…
Predator, Alien, SuT(:D) i moze jakies versusy…
Jak wroce ze szkoly to zarzuce jakas notka o moim zyciu i takie tam bzdety. Musze sobie przypomniec hatemla, bo prawie zapomnialem, czego mje uczyl koles na infie. Ale zawsze mam brata, on sie na tym zna, a najwyzej jak mi nie pomoze to wpierdol :D
Zauwazylem, ze blog cieszy sie duzym zainteresowaniem wsrod znajomych(i nawet nieznajomych), wiec postaram sie, zeby czesto tu wpadali :D
To tyle na razie, bede sie zmywal do szkoly za pare sekund/minut/godzin/dni etc.

poczatki

8 komentarzy

Witam wszystkich zainteresowanych, qmpli z klasy itp na moim blogu. Moze na poczatek cos o sobie:
mieszkam w bielsku, chodze do liceum, qmple w klasie zwa mnie piekny. Rzadko uzywam polskich liter w textach, chyba, ze chce cos zaakcentowac, albo jak bez polskiej litery gupio wyglada. :P Jezdze na snowboardzie, slucham roznych odmian metalu, troche rocka(jak juz to tego starego). Moje ulubione zespoly to np Slayer, Iron Maiden, KoRn, Metallica itp. Nie przepadam za polska muzyka(glownie przez jezyk ;P), jeszcze jakos znosze Sweet Noise. To chyba wszystko… jak na razie.


  • RSS